Szukaj:Słowo(a): Sernik doskonały
to prawda... tzw. kabaret, można rozpatrywać tylko w kategoriach satyryczno-
humorystycznych, niestety w przypadku wielbicieli dobrego jedzonka przeważa
humor wisielczy. Ciągle nie potrafię znaleźć właściwego miejsca w Bstoku, by
zawsze, bez względu na porę i pracującą akurat na swej zmianie obsługę, zjeść
coś dobrego. Może to zbytnia wybredność? Możliwe... jednak to ja jestem
klientem, niestety...

Ostatnio nie miałam wiele okazji na smakowanie delikatesów w knajpkach, ale
świetnie pamiętam swoje kilkakrotne odwiedziny w restauracji Adler w Wawie.
Knedel w sosie śmietanowym z kurkami, sałatka z szparagami i krabami (czy to z
były kraby?), zasmażana kapusta, gicz cielęca, doskonała słodka ciemna
musztarda, a nawet sernik z sosem wiśniowym były niezapomniane (mimo, iż ze
słodyczy najbardziej lubię sałatkę z tuńczykiem). Polecam wszystkim, którzy
lubią dobrze zjeść mając do czynienia ze słusznymi porcjami :-) mam nadzieję,
że nic się tam nie zmieniło, chociaż ostatnio Adler dostał tylko cztery
gwiazdki w rankingu Polityki
Moi znajomi przepadaja za żurkiem. Nie wiem tylko czy dostaniesz zakwas!
ekologiczna biała kielbasę itp., kochają śledzie w śmietance (śledzie muszą być
doskonałe - nie z francuskiego supermarketu). Polski Lisner jest bardzo dobry.
Na deser koniecznie makowiec albo chociaz coś z makiem, może też być od biedy
sernik. Mile widziane są grzyby marynowane np.kurki które we francji są
rarytasem... Polskie naleśniki z serem i rodzynkami też mają dobrą konotacje
Ja też przestaję powoli kupować w tej cukierni, od czasu, jak latem
udało się mojej siostrze zakupić skwaśniałe ciasto jogurtowe (ale
tutaj obsługa je wymieniła i było ok, więc nie mam żalu). Jednakże
ostatnio w niedzielę chciałam kupić połowę z kawałka sernika (tak na
oko cały kawałek miał wagę 1 kg), a pani obsługująca odmówiła mi
ukrojenia połowy, twierdząc że już jest koniec dnia i one nie mogą
mi odkroić takiego kawałka. Na mój argument, że pierwszy raz w życiu
spotykam się z tego typu zachowaniem, pani odparła, że taki ma nakaz
od właścicielki i tyle. Dodam, że w sklepie było kilka osób i
doskonale słyszeli, w jaki sposób obsługa się do mnie zwraca.
Zagotowałam się, kupiłam w końcu inną "końcówkę". Ale więcej tam nie
pójdę.
przepraszam za milczenie, ale zaszylam sie przed Swietami w gorach i dopiero
teraz poczytuje zalegle watki:). pewnie zrezygnowalas z pieczenia tego
smacznego torciku, ale co sie odwlecze...
nie robilam tego tortu, ale rozpoznaje jego sens. pieklam podobne, a i ostatnio
zmagalysmy sie z dziewczynami z forum z pieczeniem czegos podobnego(tort
ormianski:). otoz, kruche blaty trzeba upiec oddzielnie. analizujac przepis
wnioskuje, ze wyjda kruche, raczej kamiennie twarde:) placki, ktore po
przelozeniu masa pieknie miekna, ale potrzebuja na to czasu. badz cierpliwa -
po pierwsze wytrwale rozprowadz ciasto na spodzie tortownicy - maja to byc
b.cienkie placuszki i az 5 ich, wiec ciasta dosc malo, ale tak ma byc:), po
przelozeniu masa odczekaj spokojnie chociaz 1 dzien. po 2 dniach na pewno
bedzie wspaniale:).
jak odetchne troche od swiatecznych delicji upieke i ja ten torcik(morele sa
doskonale w kruchych ciastach, uzywam ich na spod sernika). to sa bardzo
wdzieczne, choc nieco pracochlonne wypieki. powodzenia:) a jak bedzie
smakowalo, podam Ci przepis na wiejski placek 'spod kamienia', gdzie
takie 'skamieniale' placki przeklada sie smietana utarta z cukrem. tez wyborne.
pozdrawiam swiatecznie:))
Zgadzam się,przede wszystkim przygotowując sernik wiedeński nie należy
rozpuszczać masła,trzeba je ucierać w makutrze z cukrem,a gdy już masło będzie
puszyste dodaje się po jednym żółtku ,stopniowo ,cały czas ucierając.Zasada
jest prosta,aby uzyskać efekt puszystego,rozpływającego się w ustach sernika
wszystko robimy ręcznie,używamy tylko masła,świeżego twarogu(nie mielonego,bo
te zawsze są z dodatkiem mleka,a czasami wody)jajka muszą być też świeże,więc
nie z hipermarketów.A jeżeli chodzi o puszystość ciast nawet z dobrych
cukierni,to Cię rozczaruję oni używają zawsze sztucznych spulchniaczy wiem to
od cukiernika,który zaczynał u Biklego,a teraz pracuje w Paryżu w hotelu *****
Nawiasem zdradził nam wiele"kruczków"mniej lub bardziej etycznych.Nie chwalę
się,ale moją kuchnią jest zachwycony,gościmy Go co 2-3 lata.Reasumując
wspaniałe efekty uzyskuje się tylko ręczną robotą i świeżymi doskonałymi
produktami(np.ciasto nie będzie doskonałe,gdy zamiast masła użyjemy margaryny,a
zrazy nie będą pyszne,gdy zrobimy je z wołowiny z kością).
Tiramisu
A ja robię z 400 ml śmietany 30% , którą ubijam , 1/2 szklanki cukru pudru , 1/2
kg sera na sernik Piątnicy , dodaję 3 łyżeczki rozpuszczonej i podgrzanej
żelatyny . Bez jajek . Doskonałe z ciemnym biszkoptem który kupuję w
Kauflandzie . ( Produkowany w Czechach ) Jest super.
jewta napisał:

> W związku z tym apelujemy iż
> potrzebne są pełne zapału do pracy pary rąk,nóg i głów:))
> ( za friko) .Jest to również doskonała okazja aby spotkać sie w gronie
> forumowiczów i pooglądać na żywo snooker w WIELKIM wydaniu.
>

Jewto szanowna :)
Na mnie zawsze można liczyć !!!
Apteczkę zorganizuję ( co by prozacu było pod dostatkiem ), o'serniki upiekę i
przyjadę na 1000%
2goszówko. Jesteś uber alles ))

takie coś z miodem i mięsem, to mama potrafi robić. smaczne. tylko chyba to
karkówka albo schab?

A ja umiem doskonała kartoflankę z suszonymi grzybami. I naleśniki - do wyboru
smakowiciej i do koloru. I sałatki. I kanapki. I pierogi ruskie. I te inne też.
i sernik. I pomidorówkę. I więcej grzechów nie pamiętam, za te i za inne
serdecznie Groszka pzrepraszam
Poleczko, mnie tez nie bedzie na swieta w kraju, ale mamy tutaj (Massachusetts)
doskonaly sklep polski gdzie robia cudne wypieki, wiec sie pociesze szynka,
sernikami i mazurkami. Dobrego sernika to ja tutaj nie zrobie bo niestety nie
maja takiego sera w kawalku. No coz. Jajeczka tez sobie sama bede malowala, no
z tesciowa, ktora zreszta ubostwiam.
Ja to nie wiem czy czuje male, czy nie, czasami cos mnie tam w srodku laskocze,
ale brzuszek widac jak sie rozbiore,a w pracy sie maskuje. Jeszcze nikt nie
wie, powiemy tesciom w swieta. Poza tym czuje sie rewelacyjnie, zadnych boli,
energii tyle, ze gory przenosic. Wrocilam do cwiczen, ktore zarzucilam w I
trymestrze, bo bylam okropnie zmeczona, zaczelam jezdzic na rowerze, ostatnio
zrobilismy sobie 50km wycieczke. Lekarz pozwolil dopoki brzuch nie bedzie
zawadzal, na razie nie zawadza, a my rowery uwielbiamy. Juz tak czekam na
kopniaczki. Mialam w zeszlym tygodniu USG w 16 tygodniu, dzidzius najpierw
siedzial na pupie ze skrzyzowanymi nozkami, pozniej sie powiercil, odwrocil do
nas plecami i tylesmy go widzieli, nie pozwolil zagladnac co ma miedzy nogami.
Lekarz przepisal nastepne USG za 2 tygodnie, wiec znowu sprobujemy go
rozszyfrowac.
Zycze wszystkim spokojnych, radosnych swiat Nadziei )))
Wiesz doskonale co =) Mikan nie wie, to jej napisze:
nazywa sie to trifle (info dla pluskat: charlotte russe), sklada sie z (od
gory): warstwy bitej smietany, warstwy kremu budyniowego (custard), warstwy
ciasta biszkoptowego a na samym dole galaretki z owocami (do wyboru: maliny,
truskawki, owoce cocktailowe). Jest rowniez wersja czekoladowa. Deser dla
Michala absolutnie zakazany, dla mnie - pierwsza slodkosc w zyciu, ktora mi
naprawde smakuje (z wyjatkiem sernika)
Janie (Kranie)

Nie tylko Ty jestes "poszkodowana" fenomenem braku w sieci handlowej Kraju w
ktorym mieszkasz przydatnego do sporzadzenia sernika bialego twarogu (sera).
Ja tez.
W czasach "utrudnionej komunikacji" z Polska (tzw.:stan wojenny) wyprobowalem
sposob domowego "wyrobu" doskonalego surowca na sernik poprzez "osaczenie"
(w woreczku lnianym) dostepnego na calym Swiecie twarozku homogenizowanego.
Troche roboty - fakt, lecz w odroznieniu od "polskiego" sera otrzymanego w ten
sposob produktu nie trzeba mielic przez maszynke lub przeciskac przez praske
do kartoflanego "püree" - jest od razu gotowy do spozytkowania jako "baza
sernikowa" po dodaniu kilku kropli soku z cytryny.
Latwiej "przywiesc z Polski" - wiem!, ale jak sie "bardzo chce" a w zamrazarce
tylko ....kostki lodu (he, he) - szybciej i bezbolesniej (przez noc) masz z
czego zrobic niz...wyprawa do Kraju z Norwegii
Niech Ci sernikowy "smak" towarzyszy w ciagu calego dnia
pozdrawiam,-
tom
Sernik na zimno /Kuchnia pełna cudów_M.Terlikowska
- prosty i szybki w przygotowaniu
- doskonała, zwarta konsystencja
- pyszny!

SKŁADNIKI:
- 800 g twarożku homogenizowanego (naturalnego lub waniliowego)
- 25 dag masła
- 1 i 1/2 szkl. cukru pudru
- 2 żółtka
- 1 jajko
- 1 op. cukru waniliowego (albo ziarenka wanilii)
- 3 płaskie łyżeczki żelatyny
- 1 szkl. mleka
- 2 op. galaretki owocowej
- herbatniki
- truskawki

WYKONANIE:
- miękkie masło utrzeć z cukrem pudrem i cukrem waniliowym (wanilią)
- dodawać stopniowo żółtka, całe jajko, twarożek, żelatynę (namoczoną w ½ szkl.
zimnego mleka, dodaną do ½ szkl. mleka gorącego, ostudzoną)
- wlać do tortownicy wyłożonej herbatnikami
- zastudzić w lodówce (ok. 3 godz.)
- udekorować truskawkami
- zalać chłodną galaretką (ja dwie torebki galaretki rozpuściłam w 2 i 1/2
szkl. wody)

szcegóły tutaj
Ciasteczka...
Nie ma to jak pyszne ciasteczka i gorąca doskonała kawa.
Ciasteczka czekoladowe, albo dobry sernik, albo ?
A kawka z dobrego ekspresu , aromatyczna z niewielką śmietanka...
To wypogodzić potrafi i największego malkontenta.
trudny
Jakie ciasteczko lubisz do kawy?
Witam. Doskonale rozumie co masz na myśli mówiąc, że masz dwie lewe ręce bo ja
również należę do tej grupy. Nie przejmuj się , podaję Ci przepis na pyszny
sernik, który nawet mi sie udaje.Oto on:

SERNIK Z BRZOSKWINIAMI

CIASTO:
1x margaryna Kasia
3 szkl. mąki krupczatki
3 łyżki cukru pudru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
3-4 żółtka
Zagbieść ciasto i podzielić je na dwie części. Jedną częścią wyłożyć forme do
pieczenia ciasta, a drugą część ciasta włożyć do zamrażarki, aby stężałao.

SER:
50 dag. twarogu (zmielonego)
0.5 szkl. cukru pudru
0.5 kostki margaryny
2 jaja
1 budyń śmietankowy
1x śmietana (mały kubeczek)
rodzynki
aromat śmietankowy
1 puszka brzoskwiń

Całe jaja rozmieszać z budyniem.Białka pozostałe z ciasta ubić na sztywno z
jedną szklanką cukru. Zmielony ser utrzeć z resztą składników na jednolitą
masę.Dodac rodzynki i aromat. Wylać masę serowa na surowe ciasto w formie. na
ser ulożyć pokrojone w ćwiartki brzoskwinie (odsaczone z soku), a na nie ubite
białka. Ciasto z zamrażarki zetrzeć na tarce do jarzyn na te białka . Piec ok.
45 min. Po wystudzeniu posypać cukrem pudrem . Smacznego !

Przepraszam za chaotycznośc w tekście ale mam nadzieje, że serniczek będzie
udany; w rzeczywistości jest prosty w wykonaniu . Powodzenia !
Sernik - puszysty sernik z prawdziwego, niemielonego twarogu, który robi się
jakieś 20 minut i do pieca.

I zupa pomidorowa z bananem. Brzmi ryzykownie, ale jest doskonała, a najlepsza
teraz w sierpniu, jak pomidory są pełne i mają okrągłe, ciepłe brzuszki.

pozdrawiam,
Jeżówka.
a może szybki sernik wiedeński ??????
1/2 kg.twarogu (doskonale nadaje się 3 krotnie mielony), 1 czubata łyżka mąki
ziemniaczanej,1 szklanka cukru,1/2 kostki masła, 4 jajka,cukier waniliowy lub
olejek migdałowy,bakalie.
Wszystko razem wkładam do miski - oprócz białek - i bardzo starannie miksuję.
Ubijam białka ,do masy dodaję bakalie a przed włożeniem do pieca dodaję
białka i delikatnie mieszam z masą(łyżką) Piec około 50 min. Naprawdę robisię
szybko i jest bardzo smaczny.
Danusiu, ja jeszcze do nadzienia wracam: radziłabym dodać pokrojony w
drobniuteńką kosteczkę i podsmażony troszeńkę boczek wędzony gotowany lub
wędlinę o nazwie wędzonka chłopska. A co do twarogu, bez problemu nadają sie
wszystkie sery przeznaczone do serników, czyli już przemielone. Próbowałam też
z serkiem twarogowym campiny i wyszły rewelacyjnie. Babcia mojego męża do
nadzienia dodaje też szczypiorek posiekany, ja eksperymentowałam z koperkiem
(jakoś mi bardziej pasował) i w każdym wydaniu smaczek cikawszy.
Cebulka wyłącznie na oleju (najzwyklejszym - słonecznikowym) i to wrzucona na
zimny olej i dopiero włączamy gaz, doprowadzając ją do złocistości doskonałej.
I cebulkę razem z olejem na którym się smażyła i boczuś wraz z wytopionym
tłuszczkiem dodajemy do ziemniaczków i twarogu. ]
pzdr
Najbardziej lubię dobre ciasto kruche.
Więc: kruchy placek ze śliwkami i kruszonką (sezon nie ten!), mazurek z
kajmakiem, klasyczne ciastka kruche 3 2 1 i tarta z cremem brulee - przepis na
nią podaje Dziuunia w galerii. Ta tarta to jest połączenie dwóch rzeczy, które
lubię najbardziej na świecie.
Uwielbiam też sernik.
Inspirację czerpię głównie z książek kucharskich, dużo piekę, dużo
eksperymentuję, często coś zmieniam choć mam parę przepisów na ciasta, które,
moim zdaniem, nie wymagają żadnych modyfikacji bo są po prostu doskonałe:)
Doskonale cię rozumiem, mnie też szlag mało nie trafił jak w wigilię moja
teściowa chciała nakarmić mojego ośmiomiesięcznego wówczas synka ciastem z bitą
śmietaną i sernikiem! Ale jak chciałam dać jej pieskowi mleko niedopite przez
dziecko to odmówiłaze stwierdzeniem, że jeszcze go brzuszek rozboli (pieska!).
A tak w ogóle to synka wsadziłaby do kojca ze szczeniakami, żeby się hartował
zarazkami i żeby pieski (!) uciechę miały! Dużo by jeszcze wymieniać, ale
cóż... Dobrze, Ze mieszka w innym mieście i do nas nie przyjeżdża (bo pieski
same w domu nie zostaną).
On-line cooking mi do glowy nie wpadlo, popatrz. A w sumie mam nawet kamere
internetowa, wystarczyloby zaniesc laptopa do kuchni... ;)

Ale wiele razy przychodzilem w gosci ze skladnikami, albo na imprezy u
znajomych i pieklem ciasto w trakcie zabawy. Kiedys ogolnie sie spotykalismy ze
znajomymi w ten sposob, ze kazdy przynosil skladniki i kolacje robilo sie
wspolnie, doskonale sie przy tym bawiac :)

Chociaz jak pomysle z drugiej strony, to taka sesja na sieci bylaby nudna -
staram sie upraszczac maksymalnie wszelkie przepisy, zeby sie nie przemeczac :>
Nie mam tez obiekcji przeciwko ciastom z proszku - musze pierwsze zrobic od
zera ze skladnikow, a jak juz sobie udowodnie ze potrafie, to czasem w ramach
oszczednosci czasu kupuje jakies w proszku.

Na pewno niedlugo musze sie wziac za pieczenie pierniczkow na swieta, one
jednak musza odlezec kilka tygodni zanim sie zrobia dobre. A poza tym robiac
powyzszy sernik odkrylem przepis na kruche ciasteczka - okazuje sie ze to, co
pieklem wczesniej, bylo z przepisu na ciasteczka pol-kruche. Z tego powodu
lubie swieta - nikt sie nie dziwi, ze pieke, a ja naprawde lubie :)
Ja lubię jeść... jajka - nie jem przez cały rok, tylko w święta, takie z pieczarkami :) I pasztet moje mamy - doskonały (przez cały rok jem warzywa, a w święta pasztet). Tylko te dwie potrawy mogły by być, jak dla mnie. U nas nigdy w święta nie ma obiadu - moja rodzina pochodzi ze świętokrzyskiego (grzech w święta pracować, jak mawiała moja babcia :) Nie ma również mazurków - są serniki, żurek etc. Jem wszystko w sporych ilościach (nie tyję :) Na szczęście idę odwiedzić rodziców i teściów, więc w domu tylko sałatki i schab ze śliwką.
Kuchnia włoska, zwłaszcza makarony i pasty :) Ostatnio jeden z najprostszych
przepisów - całość przygotowuje się w 10 minut, bo tyle czasu trzeba aby
ugotować makaron, robi wśród zaprzyjaźnionego kręgu łasuchów furorę,
zakładając, że lubi się czosnek i pietruszkę - służę przepisem dla
zainteresowanych.

I sernik, w każdej postaci, choć przyznam, że zdominowany czasowo zostaje przez
ciasto marchewkowe. W pełni popieram chrupanie owsianych ciasteczek, polecam
również uwadze włoskie biszkopto - sucharki naszpikowane dodatkami - od
czekolady, orzechów, migdałów po skórkę pomarańczową - cantucci. Doskonale
komponują się z Vin Santo :)

Dario13 na pociechę dodam, że ja też nie jestem uzdolniona kulinarnie, czasem
przypalam wodę a czasem nie wiem jakim cudem potrafię przygotować potrawę
wymagajacą daru czynienia kulinarnego cudu. Jednym słowem - ruletka ;-)

Nie każdy ma moc przelewania uczuć i magii tworzenia jak bohaterka
z "Przepiórek w płatakach róży" :)
Na obiedzie u szwagierki:barszczyk czerwony z jajkami na twardo,kaczka
wyluzowana (jak ktos nie wie - to z usunietemi ze srodka kostkami,) z
figami,śliwkami,rzeczywiscie doskonala do tego salatka z czerwonej
kapusty,kartofelki z wody (zjadlam jeden), na deser kompot z ananasa z
lodami,kawa,sernik (juz niemoglam to dala "do domu"),do tego czerwone wimo
chilijskie, tyupu cabernet - slowem calkiem niezly obiadek i nie ja gotowalam!
Wtorek w kapusniaku
Mzy od rana, ni to deszcz ni mgla, powoduje toto ,ze czlowiek jadacy
rowerem (ja) jest caly przesiakniety i wilgotny, brrr.

Teraz juz w domu i nic mnie stad nie wygoni. Wieczorem przychodza
babeczki na plotki, zrobilam gotowany sernik (nowosc, sama jestem
ciekawa jak bedzie smakowal) bedzie jeszcze tarta jarzynowa.
Na naszych spotkaniach probujemy nowych przysmakow i jesli
smakuja ,wprowadzamy do domowego menu.

Moniu, ciesze sie ,ze dalas glos, wspolczuje z powodu dolow i
rozumiem Cie doskonale. Pojecz sobie i ponarzekaj tutaj, nie mam nic
przeciwko
onlyju napisała:

> widzialam ten sernik z marsem. zdycham na tym forum.
>

Ciesze się, że spotkałam kogoś kto mnie rozumie tak doskonale )) Tam można
umrzec naprawdę. Naotwierac sobie wątków i tak siedziec, oglądać i w tym
otoczeniu umrzeć, piękna śmierc
jak jestem w Polsce to chetnie zajadam sie polskimi specjalami typu bigos,
sledzie, wedliny, sernik, jablecznik itd. ale poza Polska w ogole nie mysle o
polskim jedzeniu i wcale mi go nie brakuje. Nie jestem po prostu strasznym
lakomczuchem i poza tym mieszkam we Francji a tu zarcie jest naprawde doskonale.
Piernik jeśli jest tradycyjnie zrobiony na miodzie to po owinięciu szczelnie w
folię albo po zamknięciu w szczelnej puszce czy innym pojemniku(w chłodnym
miejscu)wytrzyma długo bez mrożenia.Inne ciasta jeśli są z kremem maślanym też
można mrozić bez szkody dla nich.Nie można mrozić ciast z dodatkiem żelatyny
(np.w masie)oraz ciast z dużą ilością wody(np.z lekką tzn.z niedużą ilością
masła masą budyniową)Żelatyna zamrożona traci swoje własciwości i masa po
odmrożeniu popłynie,a woda zawarta w masie zamrarzając tworzy kryształki lodu
które też rozbijają strukturę masy i po odmrożeniu jest ona wodnista.
Niektórzy mrożą też serniki,ale wg mne zbyt dużo smaku tracą na tym i ja tego
nie robię.Za to np.drożdżówki z serem doskonale znoszą mrożenie.
Nie należy piec w termoobiegu biszkoptu bo nie lubi przeciągów. Dotyczy to
wszelkich delikatnych ciast, które muszą rosnąć. W termoobiegu piekę wszelkie
mięsa, tak w folii jak i w naczyniach lub na blaszkach. Piekę też zapiekanki,
lazanię, ciasta drożdzowe i kruche, serniki (z wyjątkiem wiedeńskiego).
Doskonale też suszy się grzyby (150 st. i uchylone drzwiczki)
Zmiksowac:). Dająć ziemniaki nie dawajcie już budyniu, będzie wtedy taki mniej
ciężki,a bardziej "sypki". Nie trzeba tez dawać proszku do pieczenia, bo sernik
i tak zawsze opada. Proszek daje sie do ciast, które mają urosnąć. Na spód
ciasta doskonale nadają się zwykłe herbatniki. I wg mnie niezbędny jest olejek
migdałowy:)
w grupie jakos tak razniej byc niedoskonalym)))a ja czekam na przyjazd moich
rodzicow, ktorzy przejechali juz 400 km, zeby sie z wnukiem zobaczyc, zostalo im
jeszcze 100)))upieklam sernik, robie teraz salatke owocowa, wydalismy mnostwo
pieniedzy na zakupy w tesco i nic takiego nie kupilismy, troszke jedzenia na te
kilka dni. Jutro moja położna, z ktora sie zaprzyjaznilysmy od porodu Szymka
przynosi tiramisu. ma je sama upiec na urodziny szymka , uparla sie, ze zrobi i
juz. Buziaki dla wszystkich marcoweczek))))Kasia
aż mnie się głupia scenka w głowie wylęgła... jesteśmy razem na obiedzie. ja jem
pyszny rosołek - Ty doskonale zbilansowane super odżywcze sucharki. ja -
kotlecik, surówka i ziemniaczki - Ty kolejnego sucharka. na deserek mam sernik -
Ty znów sucharek. chciałoby się może serniczka i kotlecika ale Twój układ
pokarmowy od dzieciństwa jedzie na sucharkach. i nic innego nie trawi. sucharki
mają wszystkie potrzebne witaminy i mikroelementy więc nie ma co narzekać, prawda?
ostatecznie badania na temat wpływu sucharków na organizm są najczęściej
przeprowadzane przez ... producentów sucharków. i sucharki są doskonałe. a mój
rosół, kotlet i sernik to trucizny gorsze od arszeniku. ale ja nie chciałabym
jeść sucharków. a mój pies musi. bo mu żołądek do sucharków przyzwyczaili. i jak
zje kawał mięsa to ma gigantyczną sraczkę.
Wydaje mi sie (tez jestem z Twojego pokolenia) ze masz poczucie
niesprawiedliwosci (ja sie narobie, a ta tylko pistacje stawia) i tu tkwi sedno.
Ja doskonale rozumiem Twoja siostre-bardzo lubie gotowac-ale nienawidze przyjec.
Dla niej imieniny i urodziny to jest jej swieto, a nie pretekst do robienia
czegos czego nie lubi. Pomysl z wlasnym sernikiem jako prezentem jest super.
Malzona nakarm przed wyjsciem, siebie tez. Znajomymi siotry sie nie
przejmuj-wszak to jej znajomi. Trakruj ja jak siostra-kocham Cie to przyszlam z
prezentem jaki Ci sie najbardziej przyda w tej chwili, przyszlam bo chece z Toba
swietowac a nie na wyzerke i porownywanie standardow.
Wystarczy zmiena nastawienie zeby te dwa dni zamienily sie w przyjemnosc.
Ja lubie czasami zamiast twarozku do smarowania zageszczony jogurt.
Duze sitko wykladam zmoczonym gestym plotnem, lub zlozona gaza
wylewam jogurt, czekam az troche obsiaknie, zwiazuje rogi i
zawieszan na dlugiej drewnianej lyzce nad wysokim garnkiem.
Rano do miseczki i jest pyszne smarowadlo do kanapek z warzywami.
Uzywam tez tego do robienia tzatzykow, lodow, deserow, sernika na
zimno.
A serwatka jest doskonalym, klarownym napojem.
Doskonałe formy ciasta i podania na stół są ze szkła żaroodpornego.
Są bardzo estetyczne, można kroić ciasto bez obaw, łatwo się myją.
Niektóre mam ponad trzydzieści lat. Piekę w nich tarty, szarlotki,
serniki i wszystkie inne ciasta. Keksówki używam do pieczenia ciasta
i mięsa mielonego (posztetopodobne), a na dużej formie z wyposażenia
Amici - frytki, cista owocami, kruche.
Zawsze zastawiam i podaję wypieki w formie.
U nas zwykle rodzice przynoszą właśnie ciasta własnego wypieku, jakieś torty, serniki na zimno, galaretkowce itd. Wszystkie pachnące świeżością, aż ślinka cieknie. Nikt jednak nie czeka na rodziców z konsumpcją, bo panie wychowawczynie same wiedzą doskonale, które dziecko na co ma alergię. Ale maskotek jeszcze nikt nie przyniósł, ech, chyba ja też zmałpuję
Znam to doskonale - niestety. Jak się poczyta moje stare posty to.... Dzieciak
kończył rok i jadł kilka produktów, przy tym skóra pozostawiała wiele do
życzenia, a za nami były 2 pobyty w szpitalu. Z tą może jedną różnicą, ze bardzo
szybko trafiłam do obecnego lekarza. Jednak lekarz to nie wróżka i sami
musieliśmy dochodzić do tego co dziecko uczula (u nas akurat tragedia była po
płatkach mydlanych i wodzie z kranu). Córka była w naprawdę ciężkim stanie, choć
w tej chwili okazuje się że nie tak złym, bo przynajmniej nutramigen nie uczulał.
Z czasem to mija - zarówno alergia pokarmowa jak i bezsilność. Powoli wychodzi
sie na prostą i uczy rozpoznawać się pewne objawy, a pewne w ogóle olewać.
Dziś moja córka zdmuchiwała 4 świeczki na torcie - a tortem był sernik na zimno
m.in z truskawkami. Nadal uczula ją chemia w jedzeniu, ale to nie jest już taki
problem.
A że ci ciężko - rozumiem. Jedyne co mogę powiedzieć to wytrwałości - będzie lepiej.

Kruffa
Bułeczki malinowo – jeżynowe

30 mąki, 15 dag cukru, opakowanie proszku do pieczenia, 3 jajka, 40 dag
podwójnie zmielonego twarogu lub specjalnego serka do serników, po 6 łyżek mleja
i oleju, 15 dag gęstej kwaśnej śmietany, torebka budyniu waniliowego, po 15 dag
malin i jeżyn, łyżeczka cukru pudru

Mąkę wymieszaj z połową cukru i proszku do pieczenia. Do mąki dodaj jajko, około
15 dag twarogu, mleko i olej. Wyrób ciasto i podziel na 12 równych części.
Z każdej części ciasta uformuj płaskie krążki o średnicy około 12 cm. Następnie
blachę do pieczenia posmaruj delikatnie masłem lub margaryną. Na blasze ułóż
wszystkie krążki ciasta.
Śmietanę zmiksuj z resztą twarogu, cukru, jajek i proszkiem budyniowym. Do masy
twarogowej możesz wlać kilka kropel aromatu waniliowego lub migdałowego.
Nadzienie do bułeczek będzie miało lepszy smak, gdy dodasz do niego posiekane
orzechy, migdały, rodzynki i inne bakalie.
Z przygotowanej masy twarogowej zrób kleks na każdej bu4eczce. Maliny oraz
jeżyny opłucz zimną wodą i dokładnie oczyść. Wysyp owoce na wierzch bułeczek.
Całość piec około 20-25 minut w temperaturze 175 C. Wyjmij z piekarnika i posyp
obficie cukrem pudrem
Twarogowe bułeczki możesz udekorować bitą śmietaną i posypać wiórkami
kokosowymi. Zamiast malin i jeżyn możesz wykorzystać inne owoce np. śliwki,
wiśnie, jagody, morele. Lekkie bułeczki to doskonały, letni deser do
popołudniowej herbaty czy kawy.
ja mam. nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie mieć. w makutrze robię większość
ciast, biszkoptowych i ucieranych, a także sernik. używam jej też do robienia
mas do tortów, nadzienia serowego do naleśników i ucierania - przemielonego !-
maku z bakaliami. używam drewnianej pałki i zwykłej trzepaczki - bardzo rzadko
się zdarza, żebym ubijała pianę mikserem. czasem używam miksera do ucierania
jajek/żółtek z cukrem, ale jeżeli przepis "zaczyna się" od tego, żeby utrzeć
masło czy margarynę - to zawsze biorę makutrę i pałkę. prawdę mówiąc, po
pewnych doświadczeniach z mikserem mam wrażenie, że w makutrze robi się
wszystko prościej i ... szybciej. i nie ma dużo rzeczy do zmywania. makutra
jest ciężka i zajmuje sporo miejsca, ale wg mnie daje doskonałe efekty. z
pewnością we współczesnej kuchni nie jest "niezbędna" - ale ja niektórych
rzeczy po prostu "nie umiem" bez niej zrobić. pzdr, M
Nie bójcie się, używajcie, są naprawdę dobre. W tej chwili mam
tortownicę (sernik wyszedł świetny), formy keksowe - pierniki też
doskonałe. Ostatnio mąż dokupił nieco wiekszą na szarlotkę
Nie używam przy pieczeniu żadnych "smarów", bułki tartej, mąki,
itp. Po wyjęciu ciasta, foremki myję pod bieżącą wodą i wycieram do
sucha. Nie ma na nich żadnych śladów używania. Ganc noje!
Sernik > piszesz niestety głupoty - to Sauron wykuł Jedyny Pierscień, aby
rządzić pozostałymi, powierzonymi poszczególnym rasom w celu zachowania
równowagi sił. Postac Golluma jest według mnie najbardziej wyrazistą i duchowo
najbogatszą postacia LOTR - pokazuje nadobitniej wpływ Jedynego na psychikę
istot żywych. Tragizm postaci Golluma jest jasny i czytelny - ma on wciąż
resztkę sił, by czasem wracać do roli Smeagola ... Tolkien doskonale pokazał
wewnetrzną walkę Golluma - poza tym potrzebował go do unicestwienia
Pierścienia ... Na przyszłość proponuje dokładniejszą lekturę LOTR - to
naprawdę wspaniała ksiązka.
muscovado napisała:
> I masło moze być twarde...
> Wrzucam wszystko do miseczki i wyrabiam ręką, ale krótko!

I to jest cała filozofia KRUSZONKI ! 3 skladniki w mniej wiecej rownych
objetosciach, szybko polaczone / posiekane nozem. Mozna uzyc noza malaksera,
dosc dobrze sprawdzaja sie tez wyrabiaki zwyklego miksera o ile do polaczenia
skladnikow uzyjemy wysokiego, cylindrycznego naczynia.
To co niszczy kruszonke jak i wszelkich ciast kruchych, tart, etc.. to... cieplo
rak jesli juz ich musicie uzywac to tylko do "podgarniania" pod noz.
Mozna przygotowac wieksza ilosc i zamrozic, doskonale sprawdza sie jakos spod do
sernika itp.
darek
bardzo sie spieszylam z pieczeniem ciasta, bo ostatnio sprawdzam po kolei
jedynie przepisy na bulki i zupelnie zaniedbalam slodkie:)
majac w zapasie pudelko mascarpone i drugie z cream cheese postanowilam
zrobic /z glowy/ sernik 'na predce'. mialo byc natychmiast, wiec na spod wbilam
pokruszone/walkiem, w torbie:) biszkopty i herbatniki, zmieszane z roztopionym
maslem - podpieklam. robot wyrobil szybko serki z 2 jajkami, 2 lyzkami budyniu
smiet., 1 lyzka masla, troche statrej skorki pomaranczowej. na upieczony spod
polozylam pokrojone cieniutko kwasne jablka, wymieszane z cynamonem i brazowym
cukrem, na to serowa masa. pieklam 40 min, zaraz po wyjeciu z piekarnika
okroilam brzegi od tortownicy/madra rada stad:), sernik nie opadl ani ani.
dobry wyszedl, b.kremowy, dzis jeszcze lepszy z lodowki:))
a kajzerki z mniam/bajaderki/ i bulki z vega sa doskonale. jeszcze zrobie
grahamki i zakladam piekarnie!:)
nie zapominajcie o "pod aniłami"! do końca mych dni nie zapomnę jak moi
amerykańsko-azjatyccy goście wzdychali nad półmiskiem wędlin w ww. lokalu. z
zachwytu rzecz jasna! ale i bigos, i sernik tamże były doskonałe!
"CK dezerterzy" to lokal godny polecenia - żeberka cudowne i takież pierogi.
jeśli goście są "normalnie" polecam też "u babci Maliny" na Sławkowskiej -
właściwie bardziej stołówkę-jadłodajnię niż restaurację, ale jedzenie wyborne,
a i klimat - możliwe, że egzotyczny dla gości.
w Krakowie jest z czego wybierać, a nawet jeśli by nie było, to i miasto obroni
się samo!
a! i koniecznie proszę się udać na Kazimierz, ale raczej na drinka lub Tokaj "z
krana". ach... satysfakcja gwarantowana! pozdrawiam serdecznie. g
pyszny chlebek
piasia napisał(a):
> Mamy doskonałe piekarnie, zdobywające nagrody na ogólnopolskich konkursach!

to prawda.
częstochowski chleb rzeczywiście jest niesamowity. Znajomi wielkopolanie
ściągając tu w odwiedziny nie mogą się nachwalić. ta pachnąca, chrupiąca,
idelanie spieczona skórka, delikatny miąższ...
Podobnie masło (lokalne osełkowe) – jest wyjątkowe.
(zaczyna mnie to nawet lekko irytować. ja tu przysmaki szykuję, serce całe w
gotowanie wkładam, chucham, dmucham, próbuję, doprawiam, ścieram, tłukę,
marynuje, a goście przyjeżdżają i wyłącznie chleb z masłem sobie życzą. zgroza.)
W rezultacie krążąc pomiędzy wlkp i cz-wą, w jedną stronę wożę chleb i masło
(coraz większe ilości) w drugą – wypieki z cukierni – makowce, serniki, pierniki
itp., które z kolei tam są zdecydowanie smaczniejsze.
przez wiele lat mialam Wigilie szwedzka , zasadnicza roznic jest to, ze my mamy
postna wigilie a oni jedza miesa, kielasy , szynki juz dzien wigilijny i na
wieczerze.
Dla odmiany mam teraz polska Wigilie. Z domu wynioslam nawyk : skromnie, zeby
nie obrazac tych, ktorych nie stac na wystawne jezenie, ale smacznie, zeby nikt
nie wstal od stolu glodny.
Tak wiec zaczynam oplatkiem , nastepnie dla zadoscuczynienia postnej tradycji
dwa rodzaje sledzie( w smietanie i w oliwce) a do tego ziemniaki. A ze sledz
lubi plywac , wiec ...;))))
Po chwili odpoczynku nastepuje kolacja wlasciwa: zupa grzybowa, pierogi z
kapusta i grzybami, chwila odpoczynku i na stol wjezdza karp smazony.
Po dluzszej chwili odpoczynku nastepuje deser : sernik, keks. Ostatnio
uslyszalam , ze mam zrobic tort owocowy, ktory doskonale podkresli swiateczna
chwile:-) . Tak wiec widzicie jest dosyc skromnie , ale nikt nie odchodzi
glodny od stolu , a dla tych , ktorzy maja wrazliwa watrobe zawsze mam
przygotowana herbate ziolowa . Ja tez nie jestem specjalnie zmeczona
przygotowaniami, wiec Wigilie wspominam mile :-))))
Pozdrawiam K.
Tydzien mnie tu nie bylo i wreszcie maialam duzo do czytania. Jakos sie mamy
swiatecznie rozpisaly. Po pierwsze jestem bardzo pocieszona, zenie tylko
Marysia jest ostatnio malym ryczacym potworkiem, który musi natychmiast dostac
to co chce. ja tylko niestety na lzy nieodporna jestetm absolutnie i ona
doskonale to wie. za to z tatusiem nie próbuje takich numerów jak ze mna. A
rykczec potrafi popisowo. tez sie czasami zastanawiam co na to sasiedzi. u nas
ostatnio piekna wiosenna pogoda a nasze spacerki ograniczaja sie jedynie
do...piaskownicy. Marysia odkryla ze na swiecie jest cos tak fantastycznego jak
piach , który mozna przesypywac, obsypywac siebie, wkladac do butów i zjadac
przede wszystkim. a biedna mama w ciaglym pogotowiu, zby ten piach z buzi
wygarniac. Wystarczy ze najedna sekunde spojrze w bok - juz cala buzia
naladowana. Ale poza tym wszystko w porzadku. Mala jak zalapala chodzenie to
caly dzien chodzi i przenosi zabawki z jednego pokoju do drugiego. Chowa je w
róznych przedziwnych miejscach - np w pralce dzisiaj znalazlam jablko i kromke
chleba ))). Ostatnio ulubionym slowem jest hopa hopa . czyli chce skakac a ja
mam ja trzymac za rece. Apetyt jak zwykle wspanialy Musze sie przyznac, ze w
swieta machnelam troche reka na alergie i dlam jej spróbowac sernika i babki -
wiec i gluten i bialko jednoczesnie. Na razie , odpukac, nic sie nie zieje.
Moze przeszlo?????

jowita, nic nie wiedzialam o waszych planach wyjazdu do Slowenii. Zazdroszcze,
to bardzo piekny kraj. szkoda tylko, ze na tak dlugo ((. Baedziemy tesknic.

Zabieram sie do pracy. Buziaki
Basia
już łapiesz klimat herbaciarni tłumoku?
"Czeka na Ciebie ponad sto rodzajów herbat,doskonałe ciasta domowego wypieku z
niesamowitymi dodatkami (są tak doskonałe,że aż trudno je opisać ).Na sernik
przyjeżdżaja do nas klienci z całej bez mała Polski."
Cześć,

jestem absolwentem Dąbrowszczaka matura '91.
Po latach musze przyznać, że to były piekne czasy i z łezka w oku przeczytałem
wszystkie posty. Nie pamietam wszystkich nauczycieli ale kilka postaci wryło
sie w moja pamieć.
Prof. Kluza - biologia, chodziłem do klasy biol-chem, przekazała nam
niesamowity zasób wiedzy, studiowałem biologie Bochenka od deski do deski, przy
okazji potrafiła zainteresować przedmiotem i dużo opowiedzieć o historii
biologii, mieszkała w ogrodzie na tyłach szkoły i często ja spotykałem
przeskakując przez płot, niezwykle sympatyczna osoba choć wymagająca.
Prof. Synowiec - fizyka, moja wychowawczyni niesamowita piła, postawiała mi 2
na semestr za nieznajomośc wiersza o znakach zodiaku, byłem jej ulubieńcem bo 4
klasie zapuściłem brodę, pamiętam jak stawiała 2 za brak cyrkla na zajeciacj i
jak ekscytowała sie włąsnym głosem wieszając na nas psy.
Prof. Tarnowski - geografia należałem klubu egzotyk do dziś zostało mi
zamiłowanie do pieszych wedrówek, w latach przełomu ustrojowego czesto
mówił "teraz wszystkiemu winni są komuniści - nawet jak jest brudno na dworcu
to komuniści" z przekorą bo sam miła lewicowe poglądy.
Prof. Parka - wiadomo - miałem z nim jedną albo dwie lekcje ale pozostawił
wrażenie człowieka z wielka klasą, jego syn chodził do równoległej klasy.
Prof od PO nie pamietam nazwiska - niezwykły oryginał uczesany na "kłamczucha"
i w okularach związanych sznurkiem, chodzl w poplamionych mundurach i czapce
uszatce.
Prof. Kiljanek - tłumaczyła nam chemie na schabowych i serniku opowiadała o
synu Kamilu i bardzo fajne zającia
Prof. Blachnicka - doskonale wykładała angielski i zapraszała nas do domu na
zajecia przed maturą
Prof. Biernacka - polonistka z klasą
Prof. Mastalski - nie uczył mnie w D. ale wcześniej w SP7 człowiek legenda i
oryginał jakich mało temat na odrębne opowiadanie ale przy okazji Dr nauk
historycznych o ile się nie mylę
Pozrawwiam wszyskich kolegów i piękne dziewczyny z klasy C
na sernik - ser farmerski
na tiramisu - mascarpone

filadelfia jest doskonala, jako dodadek do miesnych sosow
odkrycia kulinarne
Podziele sie ze zglodnialymi plazowiczami paroma przepisami o zarciu ktore
komponowalem przez przypadek (do ewentualnego wykorzastania). Nota bene
wszystko co sobie przyrzadzam zawsze mi smakuje, mimo to moja polowka z
zasady tego nie rusza i mawia "ty to jesz jak swinia". Kogo tematyka nie
interesuje niech sobie wyciagnie piwsko z lodowki i przejdzie do pokoju
goscinnego.

1. Zielone nalesniki.
Wpadlem na nie, kiedy zabraklo mi maki ziemniaczanej, ktora zawsze dodaje
celem uzyskania gumiastosci nalesnikow. Stwierdziwszy brak maki
ziemniaczanej, wsypalem do ciasta nalesnikowego budyn pistacjowy. Wyszly
przepiekne zielone nalesniki. Widzac zdumienie na zoninym obliczu, zaczalem
sie smiac jak glupi. Oczywiscie ich nie tknela.

2. Brazowy sernik.
Raz zabralem sie do sernika - robie to blyskawicznie. Wsypuje wszystkie
surowce do wielkiego gra i mieszam (ser wczesniej traktuje tluczkiem do
ziemniakow). Okazalo sie ze zabraklo mi troche cukru. Widzac na stole domowy
sok wisniowy nie zawahalem sie ani przez moment aby go dolac do skladnikow.
Uzyskalem przepiekna rozowa mase. Po upieczeniu sernik zbrazowial, ale w
smaku byl klasyczny.

3. Grochowka z pszenica.
Mialem kiedys resztke grochu. Stwierdziwszy, ze jest go zbyt malo na posilek,
dogotowalem pszenicy i zmieszalem z grochem, dosyplem mnostwo przypraw
uzyskujac doskonale zarcie.

4. Buraczana kapusta kiszona.
Razu jednego zona stwierdzila, ze kupiona kapusta kiszona jest zbyt kwasna.
Zeby ja oslabic, utarlem surowego buraczka i zmieszlem go z kapusta, ktora
momentalnie przechwycila jego barwy. Pozostawilem to na jeden dzien w
lodowce, zeby sie przegryzlo. Zona oczywiscie tego nie tknela. Ja pochlonalem
wszystko.

5. Mieszanka cerealiowa.
Bardzo smakuja mi platki owsiane, pszeniczne, z ryzem blyskawicznym i
grysikiem ugotowane na mleku, bez zadnych dodatkow. Kompozycje tez zrodzil
przypadek.

6. Nie wiadomo co.
Kiedys mialem ostatnia lyzeczke kawy. Nie namyslajac sie wiele, dodalem
lyzeczke herbaty "Yunan" i lyzeczke kakao. Po zaparzeniu dolalem mleka. Dalo
sie wypic, choc nie za bardzo bylem swiadom co pje.

Moja kuchnia czesto polega na szalonej improwizacji. Traktuje, to jako
wyzwanie.
Noblesse oblige...
... czyli Kotów Obcokrajowych Sztuka Rozpoznawania...
...czyli dalsze prowokacje Starego Prochazki ;-)

Ten Prochazka to chyba w poprzednim wcieleniu też moderatorem jakimś był, bo
wie doskonale jaki guzik nacisnąć, aby nożyce się odezwały... Jednym słowem
sprytny on jest jak... jak kot własnie;-)
I tak, Droga Publiczności, Sprytny.Prochazka zadyndał mi przed nosem
hasłem "gatto". Zadyndał, zawstydził, zanęcił.
Chyba mam podobnie, jak pewna Dorota z nadobnym kotem, co to "Słyszy sernik i
jest;)"... - słyszę "gatto" i jestem :-)

Link poniższy ustrzeże Was, Drodzy Zaułkowcy, przed tragicznymi omyłkami w
wojażach zagranicznych...
* Nie zamawiajcie przypadkiem 'macji' w Macedonii, choć brzmi to jak lokalna
smakowitość;
* w Niemczech, specjalnie w Bawarii, 'katza' unikajcie;
* pamiętajcie, że 'kazh po bretońsku' to nie jest to, co w Polsce dworcowe bary
serwują jako danie główne i najczęściej jedyne;
* na Wyspach Owczych NIE spożyjecie pysznego sera zamawiając 'kettę';
* nie pogadacie we francuskich kawiarenkach internetowych ze znajomymi klikając
uparcie na 'chat';
* rumuńska 'pisica' to NIE jest danie główne z psa...
...a łotewski 'kakis' - nie jest niczym paskudnym!
Oczywiście wszystkie powyższe dla tubylców (oraz wzmiankowany na
początku 'gatto') są tylko i wyłącznie poczciwymi Kiciusiami :-)

Jeśli wybieracie się gdzieś indziej, kliknijcie po prostu tutaj:
pl.wiktionary.org/wiki/Kot

A ja zastanawiam się poważnie nad zmianą nicka... Gdyby kiedyś z FPruszków
zniknął cat_s a pojawił sie walijski CATH (brzmi dumnie, nieprawdaż? i jakoś
tak... hmm, monumentalnie;-) ) - to będzie to niżej podpisany...
cat_s

Hmmm. Cath... cath... Hmm, doprawdy - monumentalnie;-)
no wlasnie o to, zeby zbytnio nie gloryfikowac w tym wypadku kuchni tylko
dlatego, ze tam sie mieszka a niestety, my polacy mamy takie tendencje, ze
byleby g.... oby z zachodu to juz lepsze od polskiego
chodzi o to, ze wiekszosc nie tylko wlochow bedac w polsce podkresla, jakie to
jest dobre ich zarcie a polskie na tak zawsze, z grymasem zjedza albo i nie
ja jadac do wloch, francji, hiszpani czy wszystko jedno gdzie nie szukam
zarcia polskiego, tu gdzie mieszkam od wielu lat nie wprowadzam na sile
polskich potraw chyba, ze ktos jest szczegolnie zainteresowany
ci co probowali sa zachwyceni polskim bigosem, polskim zorkiem, ogorkowa,
polskim piwem, barszczykiem z uszkami, pierogami, smakuje im makowiec i sernik
a polskie ciastka uwazaja za wspaniale, nie moge ich przekonac do polskich
kielbas ale krakowska i kabanosy znaja doskonale, ostatnio kupilem wedliny z
dzika i sarniny i to im posmakowalo
nie mozna wiec powiedziec, ze nie lubia polskiej kuchni oni poprostu jej nie
znaja z uprzedzenia, polskiej kuchni potrzebny jest odpowiedni marketing

polska jako calosc ma kiepska opinie i to przeklada sie tez na polska kuchnie

dam ci przyklad: jadam frutti di mare, jadam osrtygi, jadam muslingi jadam
slimaki (zab nie) po francusku od dawna ale powiedzmy sobie tak zupelnie
szczerze, co w nich jest takiego wspanialego ?
pamietam jak kilka lat temu wzbudzilem sensacje w geant w w-wie, kiedy zjadlem
publicznie mini osmiorniczke i komentarze za plecami, popatrzcie to polak z
francji (choc wcale z francji nie jestem), dla wielu bylem w tym momencie
niemalze idolem-swiatowcem a dla innych kompletnym, popisujacym sie glupcem
albo snobem udajacym swiatowca
poludniowcy to jedza bo tak sa wychowani a my bo lubimy sie troszke snobowac,
bo to nalezy do dobrego tonu bo mozna jeszcze komus zaimponowac, tak tak w
polsce i nie tylko, tylko niewielki procent to jada
co innego humary czy raki, dobrze zrobione sa wspaniale, krewetki pod rozna
postacia paluszki lizac
teraz w modzie jest to japonskie suchi (pardon jak zle literuje) i spotyka sie
zdziwienie - nie jadasz suchi ? a musze ?
reasumujac - kochajmy wlasne zarleczko, bo naprawde jest wspaniale i cos z
innych kuchni jesli naprawde jest dobre, no niech bedzie bardzo dobre
wzbogacajac repertuar
pozdrowionka
mmbocian123 napisała:

> imienniczko moja a daj mi przepis tak smakowicie piszesz i tym ciesie i rozowej
> pianie latwe to jest? bo jak tak nie bardzo jestem doskonala:))0 pozdrawiam mag
> da

placek półkruchy z jabłkami i pianą

50dkg.mąki(krupczatka najlepsza),20dkg tłuszczu,10dkg cukru,4 żółtka,kilka łyżek
śmietany,szczyptę soli,3/4torebki pojedynczego proszku do pieczenia.Nadzienie:1
kg jabłek najlepiej szara reneta ale niekoniecznie.
Proszek do pieczenia mieszam z mąką.Mąkę siekam razem z tłuszczem jak są małe
grudki dodaje pozostałe składniki i zagniatam szybko ciasto.Dzielę ciasto na
nierówne części większą i mniejszą ta mniejsza część to 1/3 całego ciasta
czasami trochę więcej sama zresztą wypróbujesz.Ciasto do woreczków i do lodówki
przynajmniej na 30min. Wysmarowana blachę (30x22cm)wyklejam ciastem (tą większą
częścią)dziobe widelcem i podpiekam przez 20do25 min w temperaturze
ok.190stopni.W między czasie kiedy spód się piecze a póżniej studzi obieram
jabłka ze skórki i ścieram na tarle o dużych oczkach.Następnie ubijam 3 białka
pozostałe z żółtek z cukrem pudrem ja daję tak ok.5 łyżek cukru czasami trochę
więcej ubijam na sztywna błyszczącą pianę tak sztywna że nie wypada z miski na
koniec dodaje albo kisiel albo budyń malinowy,wiśniowy bez
cukru.Podpieczony,wystudzony spód smaruję 1 białkiem i na to wykładam
surowe,starte jabłka posypuję je cynamonem i na to wykladam pianę a na samą góre
ścieram na tarle o dużych oczkach drugą mniejsza część ciasta.piekę ok.25 do 35
min.w temp.190stopni.Z tych składników na placek półkruchy po dodaniu 3 łyżek
kakao można przygotować sernik.Smacznego
Podam Ci polski przepis, ktory zaadaptowalem do angielskich skladnikow, bo to
najprostsze ciasto jakie mozna zrobic. Zreszta to doskonala baza do roznych
mutacji - pieke ciasto co piatek do pracy (wszyscy w biurze sie juz
przyzwyczaili, a ja mam takie hobby jeszcze z Polski) i zajmuje mi to 10 minut
w czwartek wieczorem, albo nawet przed wyjsciem do pracy w piatek :)

No wiec przepis oryginalny jest taki:

- 1/2 szklanki maki pszennej
- 1/2 szklanki maki ziemniaczanej
- 1 szklanka cukru
- 1/3 szklanki majonezu
- 2 lyzeczki proszku do pieczenia
- 4 jajka.

Wymieszac, mozna recznie bo cukier wcale nie musi sie rozpuscic. Przelac do
wysmarowanej blachy (i wysypanej bulka tarta czy maka) i piec w temperaturze
160-170st przez 50 minut.

Wychodzi mi zawsze. W ramach maki ziemniaczanej uzywam oczywiscie Corn flour.
Majonez zwykly z tesco/asdy (chociaz nie ten najtanszy, ale ten sredni), maka
zwykla to ta najtansza juz. A, zapomnialem napisac - to zwykla babka jest. Dosc
dobra sama w sobie, ale poeksperymentuj sobie z roznymi wariacjami :)

Ja na przyklad najczesciej dodaje ze 2-3 lyzeczki (lub wiecej) kakao i mam
babke czekoladowa. Albo wiorki kokosowe i ekstrakt cytrynowy lub pomaranczowy i
jest babka kokosowa. Albo mak i ekstrakt migdalowy - pyszna babka makowa. Mozna
dodac troche wiecej zwyklej maki, wylac na plaska blache i poukladac obrane i
pokrojone jablka - wyjdzie placek z jablkami. Albo brzoskwinie z puszki, ktore
sa tu w smiesznie niskich cenach, tez dobrze smakuja.

Ogolnie baw sie tym ciastem jak chcesz, jest na tyle proste, ze mozna je szybko
upiec nawet jak goscie juz przyszli, a zapach pieczonego ciasta zawsze poprawia
atmosfere ;)

Pozdrowienia.

P.S. W przyszlym tygodniu chce poeksperymentowac z sernikiem z tego ichniego
fromage frais z Asdy. Zobaczymy co mi wyjdzie :)
ja mam przepis na sernik robiony z philadelphi i ricotty, 4 jaj, 0.5 litra
smietany pojedynczej, cukru i maki ziemniaczanej. Jest calkowicie plynny, a po
upieczeniu smakuje doskonale!

Ewa
OFERTA URODZINOWA DLA DZIECI * ZAPRASZAM *
OFERTA URODZINOWA DLA DZIECI

OPCJA: JESTEM GOSPODARZEM

KOSZT: 12 zł / dziecko min. 8 dzieci
ZAKRES USŁUGI:
- rezerwacja części placu zabaw ze stolikami i krzesełkami dla gości i rodziców
- wypożyczenie naczyń, możliwość skorzystania z lodówki
- obsługa ( nakrycie, sprzątanie, wniesienie tortu)

Zaliczka w dniu rezerwacji: 45 zł

OPCJA: MOJE PRZYJĘCIE

KOSZT: 38 zł / dziecko min. 8 dzieci
ZAKRES USŁUGI:
- rezerwacja części placu zabaw ze stolikami i krzesełkami dla gości i rodziców
- kompleksowa obsługa w czasie trwania całego przyjęcia
- poczęstunek dla gości (snacki, świeże owoce, napoje, sernik lub szarlotka,
lub galaretka owocowa)
- szampan dziecięcy dla gości
- malowanie buzi
- zajęcia plastyczne dla gości
- czapeczki, gwizdki, zaproszenia dla gości
- zniżka na kawę i herbatę dla wszystkich rodziców (kawa 2,50 herbata 1,80)

Zaliczka w dniu rezerwacji: 100 zł

OPCJA: MOJE PRZYJĘCIE EKSTRA

KOSZT: 107 zł / dziecko min. 9 dzieci
ZAKRES USŁUGI:
- rezerwacja części placu zabaw ze stolikami i krzesełkami dla gości i rodziców
- kompleksowa obsługa w czasie trwania całego przyjęcia
- poczęstunek dla gości (snacki, świeże owoce, napoje, sernik lub szarlotka)
- szampan dziecięcy dla gości
- malowanie buzi
- zajęcia plastyczne dla gości
- czapeczki, gwizdki, zaproszenia dla gości
- kawa, herbata dla wszystkich rodziców
- tort wg życzenia
- dekoracja placu zabaw
- upominki dla gości

Zaliczka w dniu rezerwacji: 350 zł

Zapraszamy do zorganizowania niezapomnianych urodzin dla dzieci.

Chcemy pomóc zorganizować przyjęcie tak, żebyście zajęci byli tylko
świętowaniem tego wspaniałego dnia.

Gwarantujemy doskonałą organizację, przesympatyczną obsługę, fantastyczną
atmosferę, spełnienie najskrytszych marzeń urodzinowych dzieci.

Możecie zlecić nam kompleksową aranżacje przyjęcia jak również tylko skorzystać
z naszego placu zabaw.

O wszystkie szczegóły i rezerwację prosimy pytać u obsługi kawiarenki lub pod
nr tel. 0507 099 344 Agata Skrzyńska

ZAPRASZAMY * ZAPRASZAMY * ZAPRASZAMY
hasz0 napisał:

> "rodzina" - wiesz co to znaczy? Wiem, ze wiesz!
>
> pracownik - wiesz!
>
> klient bez którego PLAJTUJESZ Z RODIZNĄ! - jakby nie wiesz!

Daj swobode gospodarowania , to ten klient bedzie miał pracę
No widzisz Haszu.jak doskonale rozumiesz,ze moje niepowodzenie
przekłada sie na plajte , ale nie tylko mojej rodziny, ale
jeszcze kilkunastu innych.

>
> PERSPEKTYWA to coś więcej niż płot.
> Za płotem sa klienci! Ale nie tylko - CI KLIENCI to rodzina rodzin.
> Niemcy to inna rodzina. Niemcy nie przyjdą kupić ciastek. Oni Ci wybudowali
> Lidla.

Przychodzą.
Po Świętach, Wszystkich Swietych mam wzmozony zakup makowcy i serników,
które Niemcy wywoża ze sobą do Niemiec.Ale to drobnostka.
Już Ci pisałem ,że Lidl mnie nie rusza.

>
> I tam nie ma polskiej marchwi. A cukier polski jest o 10 gr droższy!

No to niech PiS zakaże kupna w sklepach z obcym kapitałem.
Będzie to chyba dobre rozwiązanie.Takie na czasie.

>
> Ja to rozumiem! Ty nie!
> Tym się różnimy.
>
> Gdyby Ci znacjonalizowali zakład a potem sprywatyzowali
> zatrudnili Cię a potem zwolnili, bo Niemiec przeniósl zakład - zrozumiałbyś
> jaka jest rola państwa, co to monetaryzm, mafijna gospodarka, kupowane ustawy,
> prawo kaduka, nierówne traktowanie pracowników, kolesiostwo, nierówne szanse,
> przymykanie oka na szwindle wielkich, brak odpowiedzialności urzędów
> centralnych za rozwój przedsiębczorczości, polityka antyspołeczna, okradanie
> składek zdrowotnych i emerytalnych przez prywatnych złodziei i rządy mające
> losy biednych w d...

Problem przeniszenia zakładów nie dotyczy tylko Polski.
Poczekaj jeszcze troche , a takie praktyki będzie stosował
i polski kapitał.Jest wiele nieprawidłowości.Nawet spiełem się
ostatnio z pracodawcami w sprawie zatrudniania ludzi przez
7 dni w tygodniu po 10 godzin za prawdopodobnie psi grosz.
Pamiętaj jedynie,że komuna padła , bo nie była konkurencyjna
w stosunku do innych gospodarek.Oby sytuacja sie nie powtórzyła,
bo oprócz tych starców i emerytów na śmietnik pójdą ludzie
w płni sił.

A.
Nie wyobrażam sobie pieczenia z niego serników. Owszem jest doskonały do różnych
sosów. Wystarczy dodać jakieś dodatki np. majonez, czosnek, koperek, energicznie
zamieszać i otrzymujemy sos gęstości śmietany.
- jesteś kim jesteś, a to kim jesteś jest piękne,
- bądź zawsze pierwszorzędną wersją siebie - nigdy nie jest za późno, aby być Tą kobietą, która zawsze mogłaś być,
- bądź świadoma swoich myśli i słów, twoje myśli i słowa kreują twoją rzeczywistość, dlatego nie krytykuj, nie narzekaj i nie plotkuj, jeśli już musisz ponarzekać staraj się być w tym twórcza,
- każdego dnia ofiaruj sobie jedną godzinę na wewnętrzną podróż w dążeniu do własnej autentyczności, do harmonii w swoim życiu,
- uwierz, że to Ty nadajesz swojemu życiu znacznie, w każdej chwili swojego życia masz wybór, i to Ty decydujesz co wybierasz,
- bądź życzliwie nastawiona do wszystkich ludzi, wspieraj ich, kiedy tylko masz taką możliwość,
- wspieraj wszystkie kobiety, ponieważ sukces jednej kobiety pomaga w sukcesie innym kobietom,
- jesteś tu na ochotnika, więc nigdy nie rezygnuj z siebie, ponieważ jesteś wszystkim co masz,
- nie czekaj, aby życie stało się doskonałe, akceptuj wszystkie jego przejawy i działaj tak, aby uczynić je tak satysfakcjonującym, jak tylko się da,
- bądź trochę mniej sobą, taką jaką znasz i zrób trochę miejsca na taką, jaka możesz być,
- nie zostawiaj nie rozwiązanych spraw na następny dzień, jeśli możesz rozwiąż je przed zachodem słońca,
- próbowałaś, nie wyszło, nie ma znaczenia, próbuj jeszcze raz, przypomnij sobie kiedy uczyłaś się chodzić ile razy usiadłaś na pupie, aby wreszcie dojść do kanapy,
- nie zapominaj, że wszystko co masz, jest wszystkim, czego ci potrzeba, jak każdy masz codziennie całkiem świeżutkie 24 godziny do zagospodarowania, a słońce wstaje tak samo dla Ciebie, jak dla bogacza i dla biednego,
- w swoim sercu miej jedno ciche miejsce, do którego mogą przyjść marzenia, nasze najgłębsze pragnienia są szeptem naszego prawdziwego ja,
- nie odkładaj przyjemności na później, życie to nie jest próba generalna, jest tym co z niego zrobisz, szukaj sacrum w zwykłych rzeczach, a z pewnością je znajdziesz,
- bez względu na to co przyniesie ci życie, pamiętaj, że zawsze możesz upiec ciasto.

Tak może być?:))
O własnie, sernik mi się piecze.
I masz rację. Czesi to naród konformistów, wystraszonych ludzi, którzy nie
uporali się jeszcze z komunistycznym donosicielstwem. Zamknięci, nieufni, jacyś
wystraszeni. Odwaga cywilna? Nawet w słowniku nie ma tu tego słowa. No i
całkowity brak norm kulturowych: przekładańce łóżkowe są niesamowite: sąsiadka
ma dziecko z byłym chłopakiem, koło niej mieszka inna z przyrodnim bratem jej
córki. Ona była żoną byłego męża sąsiadki, ale on zrzekł się praw do dziecka
innej koleżanki, a aktualny jej partner to obecny tata jej córki, ale ma jeszcze
bliźniaki z żoną. Czasami przestaję kodować. No i te ilości potomstwa: co rok
prorok:) No, ale ubezpieczalnia płaci za każde dziecko przez 3 lata więc lepiej
rodzić i siedzieć w domu z kolejnym brzuchem. Bicie dzieci jest normą, po
twarzy, głowie, plecach. Za nic, za to, że skakał na jednej nodze, a mama
właśnie rozmawia przez komórkę. Szokujące. Mam wrażenie, że traktuje się tu je
gorzej niż psy, które czesi na potęgę hodują. To chyba prawda, że pies
odzwierciedla właściciela: czesi mają głównie ratlerki i jorki hihihih:) Kuchnia
narodowa nie istnieje. Jedzenie maja straszne... Zajadają się naszą grochówką,
bigosem, sernikiem. Smakuje im wszystko! Nie ma się co dziwić... oni mają tylko
knedliki.
Sporym problemem jest hazard i alkoholizm. Czesi nie bywają w domach, żyją
pomiędzy pracą, salą sportową i herna barem (bar z automatami). No ale nie ma
się co dziwić... Czeszki są zaniedbane, brzydkie i otyłe. Najbardziej szokujące
są fryzury... ta kolorystyka i cięcie, lata 80 wiecznie żywe:) Gdy ulicą idzie
ładna dziewczyna to na 100%, że to Polka

No ale opiekę medyczną mają doskonale zorganizowaną:)!
In vitro 3 razy w ramach kasy chorych, podwiązanie jajników po 40 roku życia bez
problemu, korekta plastyczna uszu dla dzieci do 12 roku życia bezpłatna. My
możemy tylko dawać na tace w kościele i drżeć żeby proboszcz dopuścił nasze
dziecko do komunii...
właśnie. a swoją droga to skoro szalotka tak doskonale się odnalazla
na "salonach" to może czas na sernik? albo piernik...
rybniker napisał:

> Wlasnie wrocilem z psem i zabieram sie za pisanie.

u mnie pies już śpi,ale sernik w piekarniku:)

> Sam ostatnio przechodze zmiany w rozumowaniu i postrzeganiu swiata.

no,no,no,filozof:)

> Staje sie mala czasteczka,czegos co zwie sie przemiana ludzkosci po 2012 roku.

jesteśmy tą malutką materią,a data jest tylko datą

> Dlatego moja aktywnosc duchowa przybiera na mocy :-)

heheh,rzekłabym bliskość Wielkiej Nocy i..

> Zachodza zmiany.Polityka interesuje mnie coraz mniej.

Ktoś powiedział,ze polityka nie jest dla kobiet,z tym się nie zgadzam,ale sama
nie politykuję:)

> Aniu zapomnialem dodac w poprzednim poscie = koncept kąta prostego,ktorego
> na prozo szukac w przyrodzie.Bowiem jest on tylko i wylacznie wymyslem
> czlowieka.Kat prosty to pierwszy objaw doskonalosci ,doktorej zmierza czlowiek.

Pismo mówi- "uczyniłem człowieka tak doskonałą naturą"
,czym jest więc doskonałość? czy wymysłem?

>Przyroda jest zywa i myslaca.Nawet zwykle drzewo
>
> potrafi przedrzec swoje galazki przez kratki w imie dalszego rozwoju.

to instynkt
>
Ale nie
> posiada czegos co zwie sie tworczosc.Gdy,podrazymy nasze zmysly srodkiem
> chemicznym nie przejdziemy kolo drzewa juz tak obojetnie.

ponoć miłość to też chemia:)

>W lisciach idzie
> zauwazyc zycie.To swoista Istigkeit,o ktorej pisal Aldus Huxley :-)

to nie trzeba być aż filozofem,przecież... rośliny żyją:)

> Jesli kiedykolwiek bedziesz na jakimkolwiek szczycie i spogladajac na widok
> ziemski z gory.Zauwazysz ,ze nasz swiat wypelnia kilka figur geometrycznych
> skladajacych sie z kilku podstawowych kolorow = i to wszystko !

Byłam,jednak ziemi nie zobaczyłam,zasłaniały opadniete chmury,widok ten był
naprawdę nieziemski:)
Gość portalu: sernik napisał(a):

> I znow to samo! Co mnie obchodzi, ze Tolkien byl pracowity i stworzyl jezyk.
> Byl w koncu profesorem od jezykow (zdaje sie starogermanskich). Byl
> pracoholikiem i stworzyl jezyk. I to dowodzi twoim zdaniem, ze wielkim pisarzem
>
> byl.

>>>Cóż. Zapewne wielu jest na świecie takich co stworzyli nowy język no nie. No
pewnie, o niczym to nie świadczy. Tolkien był lingwistą, specjalizował się w
róznych dziedzinach języków, wykładał staroangielski, to tak a propos języków.

Ja twierdze, ze nudnym pisarzem byl! Nie trzeba tworzyc jezyka, zeby
> napisac dobra ksiazke, twierdze nawet, ze nie powinno sie tworzyc jezyka bo do
> niczego nie jest to potrzebne!

>>>Nie trzeba tworzyć nowego języka owszem. Ale widzę, że nie rozumiesz z agrosz
po co on ten język stworzył i jak ważny był to element w jego twórczości...

Z reszta profesor wcale nie chcial napisac
> powiesci; i nie napisal! Jemu marzyla sie mitologia, taka oryginalna angielska
> saga i tym jest wlasnie WP! A jak wiadomo mitologia logika nie grzeszy bo nie
> musi!

>>>Owszem napisał mitopeję. Ale ciekawe jaką logikę masz na myśli, bo fantastyka
również posiada (a także i lity) logiczne wyjaśnienie dla wszystkich rzeczy w
niej opisywanych. U Tolkiena nie uświadczysz ani jednej rzeczy, która nie byłaby
logicznie umocowana w fabule. Nieznajomość zasad rządzących fantastyką (tak, tak,
takie też istnieją) nie usprawiedliwia wypisywania głupot...

A fantasy nadal w getcie (raczej niszy) siedzi i siedziec bedzie -
> czytaja to glownie nastolatki i tak juz raczej pozostanie. Czytales "Turbota"
> Grassa? To jest wlasciwie fantasy i jest doskonale!

>>>Hmmm. Powiedz to Ziemkiewiczowi. Albo Brzezińskiej albo Lemowi...To też
nastolatki nie? Hehe, dobre. Generalizować to potrafimy zawsze jak widać...
A Grassa czytałem, podobał mi się owszem.
ja akurat bardzo lubie poswiateczne ucztowanie, chociaz zwykle niewiele zostaje
z tego co przygotuje, bo goscie chetnie wychodza od nas z paczuszkami, wrecz
dopominaja sie o nie /sami tez nas obdarowuja, kiedy ich odwiedzamy - uwazam,
ze to jest fajny zwyczaj!).

zostaja nam najczesciej pieczone miesa i ciasta, jakas cwikla, zurek czy sledz -
mozna to spokojnie jesc przez pare dni. wiekszosc potraw nie jest
pracochlonna, a jesli juz, to wlasnie 'przy swietach' robie specjalnie wiecej i
zamrazam czesc na potem. tak fajnie jest wyjac pyszny pasztet, czy bigos kiedy
nie chce sie akurat nic gotowac.
kazdy ma chyba jakies pomysly na potrawy z resztek, znany jest 'poswiateczny
bigos na winie', czy wspomniane wyzej zapiekanki. z zoltek ugotowanych jajek
mozna zagniesc doskonale kruche ciasto jako spod do lekkiej tarty z owocami -
mala zmiana smaku po swiatecznych tradycyjnych slodkosciach.

ja mam akurat specjalny 'obowiazek' - by przyniesc po swietach wszelkie
slodkie 'resztki' do pracy, gdzie jest kilka osob /z innych stron/ zawsze
ciekawych naszych tradycyjnych potraw. i trzeba przyznac, ze wszystkim bardzo
smakuja nasze makowce, babki, mazurki, ze o serniku nie wspomne. pieke wiec
tych ciast naprawde sporo i nigdy nie jest ich za wiele. nie wciskalabym im
bigosu, czy galarety, a juz na pewno bialego barszczu, malo tez np. wiedza o
uroku rozmaicie przygotowywanych jajek, czy naszej salatki jarzynowej, ale moja
rodzina wchlania to wszystko zachlannie i na pniu. wszelkie swieta pod tym
wzgledem moglyby dla nich trwac bez konca :)

nie lubie wyrzucac jedzenia, nie tylko dlatego, ze jest drogie, czy 'ze ludzie
na swiecie gloduja'. wkladam duzo serca w gotowanie i nie chcialabym marnowac
czasu na robienie czegos, co na koniec wyladuje w swieciach. jestem wiec
za 'glebokim' zamrazaniem, jesli to tylko jest mozliwe.

ale faktem jest, ze czasem czegos 'nietrwalego' troche wiecej sie zrobi, czy
akurat tym razem mniej pojdzie. przy okazji roznych przyjec sie to przeciez
zdarza...nie warto ryzykowac, lepiej wyrzucic, zanim nam sie cos zacznie smutno
kojarzyc z roztrojem zoladka. w kazdej kuchni straty musza byc, na to nie ma
mocnych!
Dziwny ten swiat.....
...jednego dnia smutek, drugiego dnia usmiech na twarzy...
moze to jest ta "pelnia zycia"? zycia, ktore jest zlepkiem
radosci, zalow, smutkow itd? inaczej czlowiek nie czuje ze zyje...

Witam wszystkich bardzo serdecznie :))
dzisiaj mam niezwykle bojowy nastroj, jestem gotowa gory
przenosic, wiec jesli macie jakies male przemeblowanie w palanach
to dokosnale nadaje sie na tragarza.....kwiatkow ;)
moge je jeszcze ewentualnie podlac.

A wogole to zbudzil mnie dzisiaj zapach sernika i po glowie
mi wedruje mysl, kto w okolicy jest mistrzem w gotowaniu..
patrze wymownie w kierunku Allegry i Laelii;)
moge pomoc, mam doskonale dwie lewe rece w kuchni.... ;)

Widze tu pare zasmuconych twarzyczek i az boje sie zapytac
czy to przypadkiem moje smutki nie przeszly teraz na kogos innego.
Maga_, prosze przygotuj wiecej tego magicznego napoju, damy go wszystkim
naszym Mieszkancom, ja tez sie chetnie skusze, tak zapobiegawczo ;)
Moj nos zwieszony na kwinte podniosl sie do gory, bo smutki odeszly
w sina dal, a ja wiem, ze calkiem blisko jest mala Chatka pelna
zyczliwych ludzi, ktorzy maja radosne gwiazdy w oczach, a serca wielkie
i dobre.....

A_g, nie smuc sie, prosze dla Ciebie napoj z zaczarowanej kuchni
Magi, ja moge odtanczyc taniec szczesliwej i wolnej kobiety,
naprawde, energia i radosc mnie dzisiaj roznosi...
Nie smuccie sie, zycie jest piekne, trzeba tylko znalezc w sobie
odrobine radosci, zeby dojrzec kolory otaczajcego nas swiata.

Laelia,
widze, ze latanie na miotle bardzo Ci sie spodobalo i wcale sie
nie dziwie, chetnie tez bym sobie polatala, bo pewnie swiat widziany
z gory ma calkiem inne barwy... nie lepsze, ale inne. Licze, ze kiedys
miotla bedzie miala wolne... tak bardzo krotko...;)
Prezent jest zaczarowany mysle zatem ze to Maga jest wlasciwa osoba
do jego otworzenia. Zastanawiaja mnie jedynie te ciche dzwieki dochodzace
ze srodka....hm... ciekawe. ;)

Piotrze, czekamy na Ciebie, sernik tez:)
wracaj do nas szybko i opowiedz jak bylo wspaniale na urlopie.
Kiedy ja sobie przypomne, jak dawno temu mialam urlop i jak
juz mi sie teskni do wypoczynku, slonca i cieplego wiatru bawiacego
sie moimi wlosami... ech, a tu zima jeszcze wrociala...
ale wiosne juz czuje w kosciach... bedzie dobrze....

Z swieltistym usmiechem
przesyla caluski saqqara :))
Całowanie w Filadelfii - prasowka ;-)
Przekazuję informację, jaka ukazała się w SE. Mają tam dodatek amerykański, do
którego zaglądam, chociaz w polskiej wersji elektronicznej jest mocno okrojony.
Przekazuję, mimo ze wiem, iż kopiowanie tekstów jest formalnie zakazane. Można
tylko podać skrót i link. Ale z linkami bywaja kłopoty, jak juz wiemy (lepiej
nie zaglądać teraz pod ten, jaki kiedys podałam).
No i nie zadam pytania, czy ktoś z naszych na filadelfijskiej imprezie był,
bawił się i całował...;-)

Karnawałowe całowanie
Mamy więc w końcu ostatni weekend karnawału. Filadelfijska Polonia bawi się na
imprezach, które gromadzą wielbicieli tańca i miłego spędzania czasu.
Tak bawili się uczestnicy Balu Walentynkowego na Polance Weteranów
A jedna z tych karnawałowych zabaw, już tradycyjnie, miała miejsce na Polance
Weteranów i zorganizowana została z okazji dnia św. Walentego, czyli święta
zakochanych. Było jak zwykle gwarnie i wesoło lecz odrobinę bardziej niż zwykle
erotycznie. Nie bez przyczyny!

Mistrzowska namiętność
Pocałunek to niezaprzeczalny symbol miłości. Ale pocałunki, którymi obdarzali
się w ramach konkursu zakochani podczas zabawy walentynkowej na Polance, były
majstersztykiem sztuki całowania. Do konkursu na najbardziej namiętny pocałunek
zgłosiły się dwie pary. Zakochana para z doświadczeniem życia małżeńskiego oraz
para zaczynająca wspólną drogę. Oceniający ten romantyczny konkurs jurorzy
mieli dylemat, kto powinien wygrać. Dlatego przyznano dwie równorzędne nagrody
obu doskonale całującym się parom. A pełnym uznania oklaskom towarzyszyła
szczypta zazdrości i pytanie - gdzie oni się tego nauczyli?

Taniec łączył wszystkich...
Muzyczną oprawę karnawałowo-walentynkowego wieczoru zapewnił tańczącym
zespół "Akcent" z Polski. - To już trzeci nasz raz w Filadelfii - mówią. -
Filadelfijczycy świetnie umieją się bawić - twierdzi lider zespołu. - Dlatego
nasz przyjazd tutaj, to zawsze duża przyjemność.

Muzykę dyskotekową zapewnił natomiast znany wśród filadelfijskiej Polonii DJ -
Joe Narodowski. Do muzyki wybranej przez niego tańczyły także pary w konkursie
na najlepsza parę taneczną.

A jedzenie jeszcze bardziej
Przysmakiem wieczoru okazały się grzyby w białym sosie a także wołowina ze
szparagami. Polskie rurki z kremem i sernik stały się słodkim uzupełnieniem
zabawy....
Pierś kaczki w porzeczkach
Porzeczki. Wszechobecne w babcinej kuchni. Zapomniane, wracają do łask
smakoszy.

Bardzo pyszne prosto z krzaka, orzeźwiające w koktailach, cudowne do mięs.
Doskonale smakują z kurczakiem, indykiem czy kaczką. Ale warto spróbować
innych połączeń. Na przykład grillowanego oscypka z porzeczkowym sosoem.
Pyszności.

Pierś z kaczki w porzeczkowym sosie:
Składniki:
4 piersi z kaczki
marynata do mięs
oliwa
sól, pieprz
Na sos:
100 g czerwonej porzeczki
100 g czarnej
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki miodu
kieliszek koniaku
świeży tymianek
Wykonanie:
Piersi zamarynować na 24 godziny. Osuszyć, skropić oliwą, posypać solą i
pieprzem i grillować po 20 minut z każdej strony.
Do rondelka włożyć porzeczki, miód, koniak, sok z cytryny i podgrzewać na
wolnym ogniu. Dodać posiekany tymianek. Doprawić odrobiną pieprzu.
Polać pierś kaczki, podawać z pieczonymi ziemniakami.

Wytrawny sos porzeczkowy
Składniki:
500 ml czerwonego wina
50 g cukru
200 g czarnych porzeczek
1 łyżka octu winnego
Wykonanie:
Wino zagotować z cukrem, aż zmniejszy swą objętość o połowę i zgęstnieje.
Dodać porzeczki i ocet. Dusić na wolnym ogniu, aż porzeczki będą miękkie.
Podawać z grillowaną piersią z indyka.

Słodki sos porzeczkowy
Składniki:
250 g czarnych porzeczek
60 g brązowego cukru
2 łyżki wody
sok z cytryny
Wykonanie:
Do rondla włożyć porzeczki, dodać cukier, wodę i gotować przez kilka minut.
Miksturę przetrzeć przez nylonowe sitko. Można dodać sok z cytryny. Podawać
na gorąco. Niezastąpiony do sorbetów, lodów, sernika i serów.

Słynny sos Cumberland
Składniki:
skórka i sok z 1 cytryny
skórka i sok z 1 pomarańczy
250 g galaretki z czerwonej porzeczki
100 ml porto
1 łyżka likieru pomarańczowego
1 łyżka koniaku
Wykonanie:
Skórki z pomarańczy i cytryny pociąć na cieniutkie paski. Włożyć do małego
rondelka i zalać wodą tak, aby skórka była zanurzona w wodzie. Zagotować.
Do rondla wlać sok z pomarańczy i cytryny, dodać galaretkę porzeczkową.
Zagotować, mieszając, aż galaretka się rozpuści, a sos stanie się gładki.
Dodać porto, koniak i gotować przez 3 minuty.
Zdjąć z ognia, dodać zblanszowaną skórkę cytrusów i likier. Przed podaniem
sos wystudzić. Doskonały do grillowanej piersi z kurczaka i sera pleśniowego
z grilla.

O porzeczkach pożytecznych informacji kilka

Pierwsze informacje o uprawie w Europie pochodzą z XV w. Bogate w witaminę C,
zwłaszcza porzeczka czarna. Zawierają pektyny, garbniki i antocyjany oraz
składniki mineralne, w tym bor i jod, a także związki żelaza, fosforu, wapnia
i magnezu. Większą wartość odżywczą i dietetyczną mają porzeczki czarne o
specyficznym smaku i zapachu. Owoce porzeczek czarnych i czerwonych są kwaśne
i rzadko spożywa się je na surowo, stanowią natomiast doskonały surowiec do
wytwarzania soków, kompotów, win, dżemów i galaretek. Porzeczki czarne
zawierają znaczne ilości witaminy C (do 400 mg w 100 g), która jest bardzo
dobrze przyswajana dzięki obecności witaminy P (rutyny). Świeże owoce
porzeczek mogą być przydatne w leczeniu awitaminoz i niedoborów witamin w
przebiegu ciężkich chorób. Czarne porzeczki znajdują zastosowanie w chorobach
układu pokarmowego w postaci naparów, odwarów, soków i kisieli. Są cenne w
przeziębieniach i stanach z osłabionymi procesami obronnymi organizmu, w
stanach zapalnych śluzówki jamy ustnej, w krwawieniach z dziąseł i przewodu
pokarmowego, w biegunkach, nieżytach dróg moczowych, kamicy nerkowej,
miażdżycy i chorobach reumatycznych.
Liście porzeczek zawierają olejek eteryczny, garbniki, kwasy organiczne i
sole mineralne, głównie związki boru i magnezu, mają właściwości moczopędne.
Garbniki zawarte w liściach mają właściwości przeciwzapalne i ściągające
Odwary z liści czarnej porzeczki mogą być wykorzystywane w leczeniu biegunek
lub, zewnętrznie, w leczeniu chorób skóry.

za: www.apetycik.pl/teksty.php?tekst=342&kat=5
Podziwiam Cię za pracowitość, bo mam nadzieję, że to nie mój przepis spędza Ci
sen z powiek ... i odpowiadam:
1 pytanie
Nie wiem o jakiej kupnej skórce mówisz, jeśli o kandyzowanej w kosteczkach – to
próbowałam, nadaje się do wyrzucenia > jest twarda i moim zdaniem jest to
surowa skórka [nie smażona] wrzucona tylko na chwilę do cukrowego syropu i
wysuszona.
Ale w moim przepisie chodzi o co innego. Tylko bowiem świeża skórka daje ten
niepowtarzalny aromat lukru. Nie mogą to być też kawałki skórki, tylko prawie
niewidoczne wiórki jakie uzyskuje się na drobnych oczkach tarki.
A jeśli chodzi o trudności, nie powinno ich być. Napisałaś > Skórka się wygina
i jest oporna < czyżbyś ją obrała z cytryny i tarła – wtedy rzeczywiście jest
trudno nie stracić paznokci. Chodzi o to, że skórkę ociera się nie obierając
cytryny, tj. z całego owocu – wtedy jest za co złapać i nie ma problemu.
Można wybrać do tego celu dużą cytrynę i nie będzie kłopotu z ocieraniem
paznokci. Czy o to chodziło?

2 pytanie
Kupiłaś bardzo dobre masło. Jeśli nie oddzieliła się na dnie serwatka, to
znaczy, że było ono doskonale wyrobione. Widziałam takie wyrabianie masła –
polega na tym, że jakiś czas trzeba wymiądlić je w wodzie, zmieniając ją często
dopóki nie będzie całkiem przezroczysta. Wtedy masło jest pozbawione serwatki i
stanowi sam tłuszcz.
Te białe płatki unoszące się na powierzchni roztopionego masła, to też
pozostałości serwatki – trzeba je zebrać łyżką i już. Ale gdyby się dostały do
ciasta, to też wielkiej krzywdy mu nie wyrządzi. Ale oczywiście lepiej jest
dodać mało bez tych farfocli i serwatki.

3 pytanie
Ja nie pisałam, że jest to specjalna szpryca do napełniania pączków. To czym
wykonuję tę czynność, to właśnie część standardowego wyciskacza do kremu z
tłoczkiem, firmy Fackelmann [niedawno byłam w Tesco i widziałam taki regał z
wieszakami, na których wisiały różne przyrządy: sitka, korkociągi, nożyki np.do
krojenia sera, praski do czosnku, pudełka z papierowymi,
karbowanymi „babeczkami” do ciastek, papierowe serwetki pod torty i inna tego
typu konfekcja].
To jest taki zestaw: przezroczysta tuba długości ok. 20 cm zakończona
gwintowanymi nakrętkami [wszystko jest z plastiku] i zestaw końcówek do
dekoracji tortów – w tym jedna z wyraźnie długim [ok. 3 cm], cienkim
zakończeniem. Może była przeznaczona do wykonywania napisów i bardziej
filigranowych dekoracji na tortach, ale ja uznałam, że u mnie będzie robić za
narzędzie do nadziewania pączków. Faktycznie ma ona otwór o bardzo małym
przekroju, więc tylko do marmolady, w której nie ma kawałków owoców i dość
miękkiej. Dżem w ogóle odpada, bo składa się z owoców i galarety, która po
pewnym czasie robi się płynna.

4 pytanie
Rzeczywiście gdybyś poszukała, to byś pewnie znalazła. Ja też muszę zebrać
wszystkie odpowiedzi do jednego pliku, bo moje porady o pączkach znalazły się
nawet w wątku o serniku – ktoś tam mnie odnalazł i przy okazji pytał.
Mąkę, którą posypuje się ściereczkę [żeby pączki nie przylepiły się do niej]
trzeba delikatnie usunąć pędzelkiem, bo gdy znajdzie się w tłuszczu, będzie on
się pienił i kipiał, a poza tym mąka z pączków opada na dno, tam zostaje i
przypala się. Wtedy tłuszcz trzeba wymieniać, bo zepsuje aromat pączków czy też
faworków.
A z podkładaniem kocyka, to chodzi nie o to żeby kółka miały miękko, tylko
ciepło – jest izolacja od zimnego blatu szafki, na której mieści się mój
kuchenny warsztat pracy. Oczywiście przy okazji mają
Wyniki w postaci uproszczonej
Okocim jasne pełne
28 pkt.
5,8 proc. alk., 12,5 proc. ekstr.
Pachnie smacznym cukierkiem. Dość oryginalne, smakuje milutko. Z kopem. Niezłe piwo pod ogóreczka małosolnego. Na każdą okazję.

Żywiec
27 pkt.
5,8 proc. alk., 12,5 proc. ekstr.
Miły, słoneczny kolor. Łatwo wchodzi. Piwo dobre na zabawę. Prawie doskonałe, ale zbyt dużo w nim pesymizmu. Czyżby Żywiec? - chcę więcej.

10,5
26 pkt.
5,7 proc. alk., 11,2 proc. ekstr.
Zachęcający bukiet. Lekko kwaskowaty smak. Na ciepłe popołudnie to piwo z lodówki będzie dobre. Dobre i tyle. UEber alles jasne pełne.

Tatra Mocne
26 pkt.
7,8 proc. alk., 15,1 proc. ekstr.
Piwny zapach. Piana smakuje doskonale. Jestem wzruszona - właśnie to jest prawdziwe piwo. Gorzkie, grillowe, ma w sobie jakiś błąd. Lepiej, mocniej, teraz... obiecujące.

Kasztelan jasne pełne
25 pkt.
6,2 proc. alk., 12,5 proc. ekstr.
Pięknie wzlatuje w górę, ale szybko opada. Piwo do wypicia na podwórku pod murem, sklepem, a nawet na ławce. Dobrze się zapowiada, ale jest zbyt metaliczne. Piwo zamiast na chmielu robione na Rudym 102.

EB
22 pkt.
5,7 proc. alk., 11,5 proc. ekstr.
Dobrze zgazowane. Blade. Przyjemny kwasek, fajne bąbelki, piwo na piknik - zgra się z grillem. Eeee Beee - dobrze podejrzewam?

Okocim mocne
21 pkt.
7,8 proc. alk., 15,1 proc. ekstr.
Cytrynowy zapach. Łagodne. Lemoniadowo-słodkawe. Bardzo kobiece, jak sernik albo torcik makowy. Piwo dla chłopców z mokradeł. Sikowate, ale ujmuje pianką i goryczką.

Tatra Pils
21 pkt.
5,7 proc. alk., 12 proc. ekstr.
Trochę pachnie apteką... albo rozpuszczalnikiem do paznokci. Piwko cosik hrubawe, ale łykawe, do łyknięcia na szybko. Z ambicjami, ale cóż...

Brok Martin
19 pkt.
6,8 proc. alk., 14 proc. ekstr.
Przy przełykaniu trzeba zmrużyć oczy. Zbyt gorzkie, aż skręca. Naprawdę niedobre. Za gorzkie. Męskie. Smakuje baterią, dodajmy - zużytą. Kwaśne - rok w magazynie. Słabizna.

Warka jasne pełne
19 pkt.
6,2 proc. alk., 12,5 proc. ekstr.
Wodne. Nadmiernie gorzkawe. Gdzie jakiś konkretny wyraz? Bez smaku. Popłuczyny z beczki, która stała obok piwa. Ogródkowe. Szyszka do kąpieli.

Lech Premium
18 pkt.
5,7 proc. alk., 11,1 proc. ekstr.
Piwo dla początkujących. Zapowiada jakąś opowieść, ale wyrazów brakuje. Pospolite, nie słyszało nawet o słowie ?wyrafinowane?. Jakby ktoś dolał za dużo wody, a potem jeszcze dolał wody.

Lech Mocny
18 pkt.
7 proc. alk., 14,8 proc. ekstr.
Kolor zniechęca. Co do zapachu - chłopaki na moim podwórku tak pachną. Słodko-słodkie. Piwo na ę i ą. Nie chciałabym spędzić z nim nocy.

Tyskie
15 pkt.
5,7 proc. alk., 11,7 proc. ekstr.
Nie wszystko polega na słodzeniu. Woda kolońska. Browar Witnica? Temu piwu brakuje zasięgu.

Warka Strong
15 pkt.
7,8 proc. alk., 15,1 proc. ekstr.
Zapach? - mydełko Fa. Piwo owocowe, jak chińska herbata zdrowotna. Z melodią, która gdzieś prowadzi, ale chwieje się przy tym jak pijany. Słodkie, ale takie lubię.

Specjal Mocny
13 pkt.
7 proc. alk., 14,5 proc. ekstr.
Niemożliwe - słone piwo! Na wodzie z Morza Martwego. Obiecuje więcej, niż daje. Brak finezji. Szkoda słów.

Królewskie jasne pełne
12 pkt.
5,7 proc. alk., 12 proc. ekstr.
Z zapachu piwo pełne wody. Tępe jak druga strona noża. Smak jak najbardziej przeciętny. Bez wyrazu. Do użytku zewnętrznego.
gastronauci = robienie z użytkowników idiotów
4 sierpnia dostałam maila od redakcji gastronautów o opublikowaniu mojej recenzji dotyczącej krakowskiej restauracji Ancora. Jakież było moje zdziwienie, gdy dziś zauważyłam, że recenzja ta została usunięta z portalu bez powiadomienia mnie o tym. Wysłałam więc zapytanie do admina i redakcji, czy to przypadkiem nie jakiś błąd techniczny to spowodował, choć po lekturze waszych komentarzy na tym forum domyślałam się, że to raczej jakieś rozgrywki między OL, a właścicielami Ancory.
Oto link do strony z info o publikacji recenzji i moim zapytaniem:

www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/4741a361a0474396.html
A oto pełen tekst zdjętej recenzji:

"Z Ancorą jest jak z perfumami... Wchodzę do perfumerii i widzę setki flakonów kuszących zapachami, pięknymi opakowaniami czy też promocyjnymi cenami. I czasem wygrywają chwilowe emocje i czary speców od reklamy. A później i tak wracam do tego jedynego, ulubionego zapachu, dla mnie najlepszego.

Tak właśnie wracam do Ancory...
Do jej pięknych prostotą wnętrz, które na początku wydają się męskie, szorstkie i sterylne, a później okazują się ciepłe, lekkie i niezobowiązujące.
Do ludzi, którzy obsługują gości profesjonalnie, nienachalnie, dyskretnie i z uśmiechem.
Ale przede wszystkim wracam do niezwykłych smaków, którymi mnie oczarowali i którym nie umiem się oprzeć.
Ancora to kuchnia polska, do której po mistrzowsku są przemycane pomysły i dodatki z innych stron świata. Jeżeli jesiotr, to z polskim kiszonym ogórkiem i buraczkami. Jeżeli foie gras, to na pieczonej na miejscu chałce i konfiturze z fig. Diabeł morski jest podawany niczym japońskie maki, zawinięty w hiszpańską szynkę Serrano. To niektóre udane połączenia będące wynikiem wiedzy, wyobraźni i pasji. A przecież to nie wszystko, co proponuje Ancora. Są jeszcze świetne przystawki (18 -39 zł) z najlepszym wg mnie marynowanym śledziem podawanym z jabłkami na żytnim blinie. Niewiele ustępuje mu grzybowe risotto z jagnięcym kotlecikiem i ancorowy klasyk – trzech Tatarów (wołowy, sarni i z tuńczyka).
Polecam pyszne zupy (18 -22 zł). Trudno wskazać nr 1, bo choć ostatnio zajadam się duetem kremów - chrzanowego i groszkowego, to chętnie wracam do rakowej i rosołu z grzybami i lanymi kluseczkami.
Jeżeli na główne wybieram ryby (42 – 58 zł), to najlepsze są dwie wymienione wcześniej, choć znakomite są też małże św. Jakuba w potrawce z kurek. Jeżeli mam chęć na mięso (45 -57 zł) to najczęściej stawiam na klasykę – polędwicę wołową, ale z dodatkiem foie gras podawaną na ziemniaczanej zapiekance. Lubię też kruchą i delikatną kaczkę, absolutnie najlepszą jaką kiedykolwiek jadłam i doskonałą jagnięcinę po prowansalsku, z różowym rozpływającym się w ustach mięsem.
Desery i kawa to obowiązkowe zwieńczenie posiłku. Warto zamówić puszysty sernik i tartę z białej czekolady. Zaskakujący i odważny jest czekoladowy suflet z serem pleśniowym, ale nie zawsze mam gdzie go zmieścić.

Do tego wino... Fachowo ułożona karta, w której ilość butelek, a nie ceny przyprawiają o zawrót głowy. W wyborze odpowiedniego wina obsługa pomaga tak, by wraz z jedzeniem tworzyły nierozerwalny, erotyczny niemal duet.

Lubię Ancorę... Wieczorami, gdy jest zatłoczona, gdy tętni życiem. Ale też wczesnym popołudniem, gdy jest mało gości, gdy można pobyć sam na sam ze swoimi myślami. Słychać wtedy przejeżdżający tuż obok tramwaj i grę kieliszków wprawionych w drgania.
Lubię Ancorę za jej klimat, który sprawia, że nic poza trwającą chwilą się nie liczy. To miejsce, w którym prawdziwie odpoczywam.
I muszę zgodzić się z jedną z recenzentek, że warszawska gastronomia byłaby bogatsza, gdyby Ancora otworzyła się w stolicy. To jedna z niewielu restauracji, która nie otworzyła się by trwać, lecz żeby ewoluować, poszukiwać, odkrywać. To moje spostrzeżenia po kilku pobytach w Ancorze w czasie ponad dwóch lat od jej otwarcia."

Myślę, że OL żeruje na użytkownikach portalu. My swoimi recenzjami rozkręcamy jej biznes, a ona poprzez ten "biznes" prowadzi różne gry z restauracjami, które nie są jej wygodne.
Mam więcej uwag co do jakości i bezstronności portalu, ale chyba szkoda czasu na zajmowanie się czymś tak miernym. Szkoda, że OL nie umie stanąć ponad swoimi osobistymi sympatiami, tylko wykorzystuje "siłę" administratora w sposób identyczny jak komunistyczna cenzura. Gratuluję pani Olu L.
Coffe Point
Punkt kawowy

Brązowy barek, nieduże stoliki i proste krzesła w odcieniu orzecha i kawy z
mlekiem. Jest minimalistycznie i prosto, ale dzięki ciepłym odcieniom brązu,
jaki tam króluje - przyjemnie. Dodatkiem - zbędnym moim zdaniem - są czerwono-
niebieskie koła rozklejone pod sufitem i na oknach. Ale może dzięki temu to
miejsce z ulicy jest bardziej widoczne. A zajrzeć tam warto.
O czym mowa? O Coffee Point przy ulicy Sienkiewicza 5, nowym lokalu, którzy
otworzył się w tym miesiącu.
To kolejne miejsce - po Pijalni Czekolady Wedla, które oferuje coś innego niż
klasyczne puby. Zamiast kufla piwa i frytek z mikrofalówki można tu dostać
przede wszystkim filiżankę kawy i dużą porcję lodów oraz ciasto: za szklanej
lady szarlotki i serniki wyglądają tak apetycznie, że od razu chce się je
zjeść. Można też kupić kawę na wynos w wygodnym kubku.
- Myślę, że mocną stroną Coffee Pointu, poza smakołykami, jest lokalizacja.
Na Lipowej i Rynku Kościuszki jest gdzie wpaść na kawę, natomiast na
Sienkiewicza nie za bardzo - mówi Daniel Świętochowski, menedżer Coffee
Pointu. - A liczymy właśnie na takich klientów, którzy w drodze do lub z
pracy wpadną do nas na kawę, przy której przejrzą prasę.
Od przyszłego tygodnia w lokalu ruszy bezprzewodowy internet, między
kolejnymi łykami aromatycznej kawy można więc będzie sprawdzić również pocztę
mailową.
- Jesteśmy lokalem nowym, dlatego też czekamy na sugestie i wskazówki
klientów. Już wiemy, że niektórzy, prócz słodyczy, chcieliby u nas zjeść coś
ciepłego. Myślimy o tym, by również takie dania wprowadzić- dodaje
Świętochowski.
Dobrze, że Coffee Point zaczął działaś teraz, kiedy ranki i wieczory są coraz
chłodniejsze. To doskonałe miejsce na rozgrzanie się przy filiżance
cappuccino z pianką lub przy aromatycznej herbacie.
To, co mi tam również odpowiada, to fakt, że przez duże okna można dowoli
wpatrywać się w uliczny ruch i gapiąc się, choćby na kobietę, która z siatką
pomarańczy biegnie do autobusu linii 16, na chwilę oderwać się od obowiązków.
Brak wolnych miejsc późnym popołudniem jest najlepszym dowodem na to, że
białostoczanie czekali na takie miejsce.

Coffee Point - czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 7-22, w sobotę
otwiera się o godzinę później, w niedzielę w godzinach 10-21

Przykładowe ceny:
* espresso - 4 zł
* cappuccino - 5 zł
* kawa na wynos - 5 zł
* sernik z bitą śmietaną - 4 zł
* szarlotka - 3,5 zł
* porcja lodów - od 9 do 24 zł, np. amarena (trzy kulki lodów, bita śmietana,
owoce, likier, polewa) - 12 zł
* desery jogurtowe, napoje lodowe, np. milkshake czekoladowy (trzy kulki
lodowe, mleko, polewa) - 7 zł

Gazeta Wyborcza
Kartka z Bostonu
W kilku slowach.

Przylecialam w piatek wieczor. Beacon Hill pieknie udyniowiony, i nie tylko -
ogromna ilosc lalek-czarownic albo lalek-nie-czarownic siedzacych na schodkach
miejskich kamienic, czy opartych na balkonach. Tam i siam ludzie idacy
najwyrazniej na przyjecia ubrani jak aktorzy w teatrze, w kostiumach na
Halloween. Pieknie. No i atmosfera w miescie fantastyczna - Red Sox wygrali, sa
World Champions. W sobote cale miasto paradowalo.

W sobote sie nie pracuje, wiec cala radosc byc w domu, czy zajac sie
zwyczajnymi sprawami zycia, np. zakupy. O wcale nie takie proste w tej
Ameryce ! Wstalam rano wczesniej niz tubylcy, bo oczywiscie przesunieta w
czasie, i dzielnie poszlam w miasto kupic swiezy chleb. Oj naiwna europejka,
nie ma piekarni tutaj - sa od czasu do czasu, ale nie ma malych piekarni gdzie
piekarze wyrabiaja swiezy chleb i ciastka, otwarte od switu. "Bakery" jest
restauracja, otwarta od 9tej. Kupilam wiec bagiely, swieze i cieple, w
bagielarni, cos jakby taki MacDonald, i wrocilam do domu.

W niedziele corka wynajela samochod i pojechalysmy na dwa dni na wycieczke do
Maine. Piekna pogoda, indianskie lato, feeria kolorow lisci i lasow, im
bardziej na polnoc tym chlodniej. Zatrzymalysmy sie na chwile w Salem (tym od
czarownic), bylo za wczesnie na obiad na nasze zaladki, wiec skonczylo sie na
kawie i "lemon square" - tarte cytrynowa, pyszna, cala rynienka, pokrojona na
kawalki, jak w domu. Jechalysmy malymi drogami turystycznymi, Nowa Anglia jest
sliczna. Przed zachodem slonca podjelysmy decyzje ze nocleg w Bath. W B&B, Inn
at Bath, stary dom, odnowiony i umeblowany antykami, atmosfera doskonala,
innkeeper bardzo sympatyczna, po swiecie pojezdzila, bylo do pogadania przy
sniadaniu. Na kolacje poszlysmy oczywiscie na lobsters, ogromne, czerwone i
pyszne - zdjecie kompromitujace mam, podloze na bloga gdy wroce do Francji.

W poniedzialek rano zjechalysmy nad morze - kolo Bath to tak jak fjordy, morza
jeste wszedzie pelno, powinnam napisac ze zjechalysmy nad brzeg oceanu. Plaze
jak z moich wspomnien z dziecinstwa z Leby, czy Debek: wydmy, trawa na wydmach,
bialy drobniutki piasek. W tej czesci swiata tez sa przyplywy i odplywy, nie az
takie jak w Normandii, ale sa. Pachnie wiec morzem. Slonce, zimno (7 stopni C).
W poludnie wrocilysmy do Bath, szybka kawa i scones (sniadanie w Inn at bath
bylo ogromne), i wracamy. W drodze na poludnie zachaczylysmy o Kennebunkport,
zeby zobaczyc chalupe rodziny Bush.

Wczoraj byl wtorek, koniec wakacji, corka poszla do pracy o 7:30. Ja zostalam
obarczona misja zobaczyc State Hall obok, a moze takze zobaczyc Kerry glosujacy
z rodzina. Veni, vidi, zdjecia zrobilam, glosowal o 13:10. Wszyscy sympatycy
demokratow z Bostonu bardzo mocno wierzyli ze Kerry+Edwards moga wygrac. Dzis
rano wyglada ze chyba nie. Boston jest przygnebiony.

Wczoraj po poludniu poszlam na zakupy, obiecujac sobie ze dokupie corce walek i
miski do krecenia ciast. Latwo sie mowi ! Ja jestem przyzwyczajona do sklepow
spozywczych - superetek - jest ich pelno. W Wwie jestem na Zoliborzu, Elea jest
obok, Hala Marymoncka przez osiedle. U mnie pod Paryzem superetka bardzo
blisko, na pieszo 3 minuty. W Bostonie jestesmy jakby na Starym Miescie, i na
gorce ... trzeba sie nachodzic by cos tu przyniesc. Najblizsze superetki kolo
Prudential, mniejsza Trader Joe's, wieksza Shaw's, a w razie czego jest "Luca"
na Charles Street, ceny zabojcze.
No wlasnie, jesli chodzi o ceny. Ostatni raz bylam w Bostonie 3 lata temu i
zapomnialam jak zabojcze ceny sa ma jarzyny i owoce. Ceny jak w Paryzu, ale nie
za kilo, tylko za lb - za niecale pol kilo.
W odroznieniu od "naszych" superetek, tutaj nie ma kontuaru specjalnie
wydzielonego na przyrzady i naczynia kuchenne. Kilometry polek z jedzeniem czy
higiena, a przyrzady kuchenne zwisaja z ostatniej polki, albo stoja na
ostatniej wysokiej polce. Przechodzilam wiec po Shaw's ze 3 razy z oczami
zadartymi w gore, walek znalazlam (za jedne 19 dolarow plus tax), miski byly
bardzo ukryte, musialam sie wrecz drapac po polkach. Liche 3 miski, za mala
cene - 4.99, wyboru nie bylo. Kupilam takze najdrozsze pory mego zycia, 2.99 za
mniej niz pol kilo, po czym przestalam patrzec co ile kosztuje - no bo co to
zmieni ? Jesc trzeba, i mialam ochote zrobic troche dobrych rzeczy.

W sobote zrobilam pierogi (z creme cheese). We wtorek wieczor upieklam sernik z
cottage cheese. Wczoraj zrobilam chalke drozdzowa (z dozdzy przywiezionych z
Francji, balam sie ze tu nie kupie ...), i upieklam filet mignon de porc
(poledwice wieprzowa) z jarzynami.
Dzis jemy resztki, jutro bedzie flamiche z porami i wedzonym boczkiem, i
fondant au chocolat.

Pozdrowienia dla wszystkich !
Elzbieta

NB1. Jesli chodzi o dawanie SSN operatorom telefonow - lepiej nie, a jedna
opinia jest kategorycznie nie.

NB2. Kupuje Boston phone cards za 5 dolarow, z czego jednym cugiem jest 90
minut telefonu do Polski (a jak pare telefonow to wyjdzie mniej, bo system nie
liniowy).

>